8 lutego 2019

Fine Dining Week!







Festiwal sztuki restauracyjnej Fine Dining Week już wystartował w największych miastach Polski! Cel jaki stawiają sobie organizatorzy Festiwalu to promowanie sztuki restauracyjnej i unikalnego doświadczenia tzw. fine diningu oraz zrozumienia jego istoty.

To nie jest tylko jedzenie, paliwo dla ciała - ale doświadczenie, eksperyment, w którym możemy skonsumować - dosłownie - kulinarne dzieło sztuki.
Dania te nie tylko intrygująco wyglądają - są one skonstruowane tak, aby dostarczyć odbiorcy wielowymiarowego doznania estetycznego. Smaki przenikają się, dania zaprojektowane są często w taki sposób, aby poszczególne doznania smakowe uwalniały się w odpowiedniej kolejności. Gładki krem z pieczonego ziemniaka kontrastuje ze strukturą ugniecionego, kukurydzianego puree, jest dotyk suchego, ciepłego ziarna popcornu, a na koniec zetknięcie z lodami z maślanki. Proste, zwykłe, przaśne składniki: ziemniak, kukurydza, maślanka są potraktowane takimi technikami gotowania, które wydobywają z nich zupełnie nowy ładunek.




Często fine dining bywa opacznie rozumiany - jako próżne pochylanie się nad talerzem z jedzeniem.
To bardzo duże uproszczenie, takie samo jak twierdzenie, że muzyka ma służyć tylko do zabawy, a malarstwo do tworzenia realistycznych odwzorowań świata. Z drugiej strony nie dziwi rodzące się, nieświadome oburzenie, że ludzie zachwycają się tymi mikro-daniami, gdy świat cierpi głód.

W tymi miejscu warto jednak uświadamiać, że dzięki pracy szefów kuchni, którzy zgłębiają swój warsztat i pracują nad rozmaitymi technikami, odkrywane i promowane jest podejście, które przekłada się na codzienny stosunek do jedzenia popularyzowany społecznie.
Sezonowość w kuchni, od której odeszliśmy w czasach boomu konsumenckiego i promowania dostępności wszystkiego, zawsze i wszędzie, zaczęła być wreszcie podkreślana w kartach menu,
w ofertach dobrych restauracji już kilka lat wstecz. Bardzo cieszy to, że stało się już nie tylko modne ale i na powrót potrzebne jedzenie tego, co jest bliskie naszej szerokości geograficznej i porze roku.

Przedstawiciele branży kulinarnej zaczęli zawracać trendy w kulinariach na właściwy tor szukając sposobu na obniżanie tzw. food-costu przy jednoczesnym dbaniu o wysoką, nienaganną jakość. I często byli to szefowie kochający swój zawód, pracujący w renomowanych restauracjach oferujących także fine dining, którzy szkolą się i podążają za tym co aktualne, co jest odpowiedzią na problemy współczesnego świata, gdzie marnuje się mnóstwo jedzenia i energii.

Niezwykłym przykładem jest także to, że Fine Dining Week sposorowany jest przez Grundig który promuje ideę RespectFood - szacunku do jedzenia i przeciwdziałania marnowaniu żywności. Ambasadorem tej idei jest Massimo Bottura - szef kuchni i właściciel Osteria Francescana (najlepszej restauracji świata z trzema gwiazdkami Michelin) oraz pomysłodawca projektu non-profit Food for Soul, którego celem jest promowanie świadomości społecznej na temat przeciwdziałania marnowaniu żywności i pomocy w walce z głodem.
Wczoraj w Warszawie odbyła się kolacja z Massimo Botturą w duchu RespectFood, gdzie wykwintna kolacja serwowana była z produktów, które zazwyczaj traktuje się w kuchni jako odpady.



Jeśli macie ochotę na doświadczenie sztuki restauracyjnej i być może lepsze zrozumienie jej specyfiki, zachęcam do wzięcia udziału w Festiwalu. To nie będzie zwykła kolacja: raczej koncert smaków w wyjątkowej atmosferze. Na degustację będziecie mieć komfortowy czas 120 minut. Koszt 5 daniowego setu to 119zł za osobę. Aby dokonać rezerwacji trzeba wejść na stronę Fine Dining Week, zarejestrować się, wybrać restaurację, ilość gości, termin i godzinę rezerwacji oraz warianty menu: mięsne lub wegetariańskie, a następnie opłacić rezerwację.

Festiwal Fine Dining Week trwa do 17 lutego w największych Polskich miastach i po raz pierwszy na Śląsku!
Restauracje, które biorą udział w naszym regionie to:
- w Katowicach: Cadenza, Isto, Villa Gardena, Hotel Monopol Restauracja Cristallo,
- w Bielsku-Białej: Dworek New Restaurant,
- w Piekarach Śląskich: Rezydencja Luxury Hotel,
- w Gliwicach: Plado,
- w Pyskowicach: Umami.






W ramach festiwalu odwiedziliśmy restaurację Plado w Gliwicach. Z racji tego, że zdecydowaliśmy się na wieczorną porę degustacji, zdjęcia jakie Wam dzisiaj przedstawię jakościowo pozostawiają wiele do życzenia, ale zapewniam Was, że to była uczta dla oczu, węchu, smaku i dotyku.

Zostaliśmy ciepło przywitani, czekał już na nas pięknie przygotowany stolik. Plado oferuje możliwość dodatkowo płatnego (ok. 70 zł) pairingu alkoholowego lub bezalkolowego - czyli podania do każdego dania osobnego trunku/napoju w degustacyjnej ilości, który będzie idealnie komponował się ze smakami na talerzu.
Zostaliśmy poczęstowani amouse bouche - chlebem z wędzonym masłem oraz czarką kremu z kimchi i kiszonek.
Po tym poczęstunku wystartowały zestawy 5 dań, składające się z: zimnej przystawki, zupy, 2 dań głównych oraz deseru, który przed drugim daniem głównym został jeszcze wzbogacony extra przerywnikiem: sorbetem z pietruszki i selera naciowego z nutą miodu, dla oczyszczenia kubków smakowych.
 




Byłam oczarowana nie tylko miejscem samym w sobie - pięknym, komfortowym, dopieszczonym w detalach - ale przede wszystkim kolacją w całości. To był jeden utwór rozbity na 5 przenikających się części, fajnie dopasowanych, zgranych ze sobą.

Urzekły nas zupy: bulion z jesiotra z kawałkami ryby stir-fry i kolendrą (tak, mój mąż mimo, że nie cierpi bulionów, wczoraj pokochał je na nowo!) oraz kremem z pieczonego ziemniaka z kukurydzą w dwóch wersjach (gnieciona oraz popcorn) i lodami z maślanki. Była wspaniała barwena z jusem z krewetek, było arancini, którego fanką nie jestem, a jednak zadowolił przyjemny smak wędzonego sera i kiszonych, sezonowych pomidorów, zebranych w lecie z własnej uprawy, były buraki w trzech odsłonach z kozim serem, wegetariański gołąbek z aromatycznym gulaszem z warzyw oraz piękne desery - jeden z nich strzelał na języku i przywoływał wspomnienia z dzieciństwa. Wróciliśmy do domu zrelaksowani i wdzięczni za takie doświadczenie, a ja jeszcze do późnej nocy przeglądałam relacje z warszawskiego spotkania z Massimo Botturą i czytałam o jego projektach.

To co jest jedzeniem zwykłych ludzi, przez wieki kojarzone z ubóstwem wyniesione zostało na piękne talerze gwiazdkowych restauracji. I ktoś taki jak Massimo Bottura, pełen pasji do swojego fachu odnalazł szlachetną ideę wykorzystywania jedzenia w pełni oraz godnego karmienia ludzi będąc nadal wpływowym w kręgach tytułowanych szefów kuchni. Teraz z powrotem przywraca te proste, skromne ale pełne smaku składniki z wyżyn fine diningu na pospolite, codzienne talerze. I to jest piękne<3 p="">!


2 lutego 2019

Frytki z batatów



Początek stycznia rozkochał mnie w zimie. Spadł śnieg, chwycił mróz, mroźne poranki zaczęły zaskakiwać teksturami zmrożonych szyb i kałuż. Dwa tygodnie temu przytrafiła nam się prawdziwa szadź - kiedy zobaczyłam ten znaczek podkreślonej chmurki w pogodowej aplikacji w moim telefonie wiedziałam, że poranek będzie zjawiskiem. Dobrze, że posłuchałam intuicji i naładowałam baterię do aparatu.

Obudziłam się w innym świecie - w świecie z kryształu, z diamentowymi drzewami, z jednakowo białymi, matowymi samochodami jakby wyciągniętymi żywcem z programu do animacji 3D. Sunęłam powoli przez miasto w zachwycie, a za miastem zaparkowałam samochód pod lasem i poszłam fotografować.

Kiedy wróciłam ze zdjęć z przemarzniętymi palcami i nosem, pokroiłam jedną, wielką bulwę batata w łódeczki. Moje dzieci uwielbiają frytki z warzyw, więc rozgrzałam piekarnik i wrzuciłam na blachę batat z garam masalą i dorzuciłam korzeń pietruszki. W domu zrobiło się jeszcze cieplej od zapachu przypraw, a ja po raz kolejny w styczniu zakochałam się w zimie.




Frytki z batatów

  • 1 duża bulwa batata
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka przyprawy garam masala 
  • 1 łyżeczka papryki słodkiej
  • sól, pieprz 
  • kilka kropel soku z cytryny
  • dowolny ser owczy(feta, bryndza)
  • łyżka nasion słonecznika

Batata obieramy i kroimy w łódeczki. Wrzucamy do miski, dodajemy oliwę i przyprawy, mieszamy.
Blachę wykładamy papierem do pieczenia i układamy na nim kawałki batatów.
Pieczemy 30 minut w temperaturze 190 st.C.

Słonecznik prażymy na suchej patelni.

Upieczone bataty przekładamy na talerz, posypujemy słonecznikiem i pokruszoną fetą. Skrapiamy lekko sokiem z cytryny.