5 kwietnia 2018

Sernik z ciemnym ciastem (Smak wspomnień)




Pamiętam odgłos odpalanego gazowego piekarnika w naszym mieszkaniu. Taki cichy, miękki wybuch, a potem jednostajne syczenie, brzęk wyjmowanych blach - to oznaczało, że albo jest sobota, albo święta, albo spodziewamy się gości i będzie ciasto.
W czasach kiedy słodycze były towarem luksusowym i trudnodostępnym każdy dom miał swój repertuar domowych wypieków na specjalne okazje i na soboty.

Sernik z ciemnym ciastem, mniej odświętny niż sernik wiedeński, był przez nas uwielbiany. Czasami jego ciemny, kakaowy wierzch był idealnie wyprasowany, czasem pękał pod wpływem temperatury tuż przy brzegach, tworząc równiutkie, sernikowe krawężniki. Czasami Mama skubała ciasto dłońmi i układała ciemne placki ciasta na serowej masie tworząc łaciaty wzór - ten był najbardziej przeze mnie lubiany, bo przypominał mi... krowę :). Ten wypiek był popularny w wielu domach w czasach mojego dzieciństwa, jednak najbardziej lubiłam oczywiście wersję mojej Mamy, bo ona robiła zawsze cieniutkie warstwy ciemnego ciasta, za to twaróg był dominującym smakiem - nie należało oszczędzać na twarogu.





Dzisiaj publikuję więc recepturę na ten sernik - jest tak prosty, że polecam go zwłaszcza początkującym cukiernikom :)

Najważniejsze to:

  • dobrej jakości składniki, zwłaszcza twaróg - świeży, tłusty, samodzielnie zmielony lub mielony zakupiony ze sprawdzonego źródła,
  • dopasowana forma: podaję przepis na 1/2 porcji sernika, bo tak ostatnio piekę ciasta (ograniczamy cukier), używając małej, okrągłej tortownicy; jeśli chcecie upiec sernik w prostokątnej blaszce lub standardowej tortownicy (24cm średnicy) trzeba podwoić ilość składników,
  • aby nie było wątpliości, że jest to SERNIK, wywałkujcie ciasto cienko (ok. 0,5cm), tak aby wewnętrzna, twarogowa część była dominująca (jakże ja nie lubię "serników" składających się z min. 50% ciasta kruchego i cienkiej warstwy sera :). Jeśli zostanie Wam trochę ciemnego ciasta możecie je zawinąć w folię spożywczą i schować do lodówki (2 dni) lub zamrażarki (do 2 tyg. czasu), a w wolnej chwili albo przy okazji powykrawać dowolne kształty i upiec najzwyklejsze kruche ciasteczka, 
  • jeśli przy wałkowaniu ciemnego ciasta macie problem z przeniesieniem go do tortownicy spróbujcie rozwałkować je między dwoma arkuszami papieru do pieczenia - łatwiej będzie przenieść ciasto z papierem i zsunąć je do formy,
  • serniki, nawet takie łatwe, warto doglądać. Ciasto mocno wyrośnie, a potem opadnie - to zupełnie normalne. Ważne żeby obserwować czy nie pęka za mocno i wtedy ew. zmniejszyć temperaturę o 5 st. C nie otwierając piekarnika,
  • sernik studzimy w piekarniku: wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i zostawiamy ciasto w środku, póki nie wystygnie. 




Sernik z ciemnym ciastem


składniki na małą tortownicę o średnicy 20cm
do standardowej blachy lub do większej tortownicy należy podwoić ilość składników


Ciemne ciasto:

  • 1,5 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki cukru
  • 100g masła
  • 1 żółtko (białko odłożyć do masy serowej)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany
Masa serowa:
  • 1/2 kg zmielonego prawdziwego tłustego twarogu (nie z wiaderka)
  • 1 jajko + 1 białko
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru

Piekarnik nagrzać do 170 st.C. Tortownicę natłuścić i wysypać bułką tartą, można też wyłożyć samo dno papierem do pieczenia, a boki posmarować masłem. 
Wszystkie składniki na ciemne ciasto zagnieść szybko i podzielić na dwie części. 
Składniki na masę serową dokładnie utrzeć mikserem. 
Połowę ciemnego ciasta rozwałkować podsypując trochę mąką stolnicę i wałek i wyłożyć dno tortownicy. Przełożyć masę serową, wierzch delikatnie przykryć drugą częścią rozwałkowanego ciasta.
Piec 1 godzinę - w połowie pieczenia sprawdzić czy sernik za bardzo nie pęka, ewentualnie zmniejszyć wtedy temperaturę o 5 st.C.
Po upieczeniu wystudzić w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach. 





31 marca 2018

Babka czekoladowa i różany lukier


 
 
Nowe życie, przełomy, zwroty akcji - niech te Święta będą okazją do dobrych przełomów - Wesołych Świąt!
  
Do życzeń dołączam przepis na babkę czekoladową, którą wykombinowałam dziś rano i myślę, że może Wam się spodobać :)
 
Babkę można polać ganach'em czekoladowym (przepis na ganache znajdziecie tutaj, można zostawić czysty ganache lub posypać go utłuczonymi orzechami laskowymi), posypać cukrem pudrem lub polukrować. 
 
 
 
 

Babka czekoladowa 

Składniki: 

  • 5 dużych jajek w temperaturze pokojowej 
  • szklanka cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 tabliczka (100g) czekolady deserowej
  • kostka (200g) masła
  • 1 szklanka mąki pszennej 
  • 1/2 szklanka mąki ziemniaczanej 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 kopiasta łyżka kakao
     
 
  
Czekoladę pokruszyć i razem z masłem rozpuścić w kąpieli wodnej (blaszaną miseczkę nałożyć na garnuszek z gotującą się wodą). Dokładnie wymieszać, aby czekolada połączyła się z masłem, lekko przestudzić.
Piekarnik rozgrzać do 170 st. C, przygotować formę na babkę: dokładnie natłuścić i wysypać bułką tartą.
Jajka i cukier ubić mikserem na wysokich obrotach. Dodać przesiane mąki: pszenną i ziemniaczaną, proszek do pieczenia i kakao, dokładnie zmiksować. Wlać czekoladę z masłem (mogą być lekko ciepłe) i zmiksować.
Ciasto od razu przelać do formy i piec w piekarniku przez 45 minut.
 
Propozycje dekoracji upieczonej babki:
- cukier puder,
- ganache czekoladowy (przepis znajdziecie tutaj ), UWAGA: Babka musi być wystudzona przed wylaniem ganache'u,
- ganache czekoladowy obsypany potłuczonymi orzechami laskowymi,
- lukier: tradycyjny (przepis na lukier znajdziecie w tym przepisie),
- lukier różany - przepis poniżej:
 

Lukier różany

 
Składniki:
 
  • 2 szklanki przesianego cukru pudru
  • sok z jednej małej cytryny
  • 1 łyżka soku z buraków (bez przypraw, 100% soku z buraków)
  • 1 łyżka wody różanej
Wszystkie składniki miksujemy mikserem na najwyższych obrotach. Jeśli lukier będzie zbyt gęsty po kropelce dodajemy wodę różaną, jeśli będzie zbyt rzadki dodajemy odrobinę przesianego lukru.
Jeśli chcecie usyskać efekt plastycznych zacieków lukier musi być na granicy płynności: lepiej dodawać powoli płynne składniki, aż z grudek zamieni się w płynną, gęstą masę.
Jeśli chcecie uzyskać efekt równo polukrowanej babki bez zacieków: lukier musi być odrobinę rzadszy.
UWAGA: lukrujemy zawsze wystudzone ciasto, w przeciwnym razie babka "wypije" lukier. 

 
 



18 marca 2018

Tort Sachera




Tort Sachera - w mojej świadomości to wykwintny wypiek. Pojawił się w rodzinnym repertuarze ciast na święta parę lat temu, kiedy moja Mama przygotowała go pierwszy raz, a ja już po pierwszym kęsie wiedziałam, że to coś wyjątkowego, na specjalne okazje.
Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy: prawie pół kilo czekolady robi swoje ;)

Trzy elementy: czekoladowe ciasto, morelowa marmolada i ganache pokrywający całość gładką, aksamitną warstwą - każdy z tych elementów jest równie ważny.

Biszkopt musi być napowietrzony, upieczony tak, aby nie był zbyt suchy.
Ganache gładki i wylany na tort od razu, gdy po wymieszaniu uznacie, że jest gotowy.

Ja niestety poczekałam z moim ganachem o tę chwilę za długo - a szkoda, bo w rondelku wyszedł idealny, aksamitny i gładki. Zamiast wylać go odważnie od razu i pozwolić, aby spłynął po bokach tortu, poczekałam, aż lekko zgęstnieje. Po wylaniu na tort zaczął szybko tężeć i zastygać na bokach, tworząc piękne, rustykalne zacieki - w przypadku innych wypieków pewnie bym tego już nie dotykała, ale bardzo chciałam mieć klasyczny tort Sachera i zaczęłam kombinować przy polewie szpatułką.. I tak się zaczęło :) W końcu chwyciłam za szprycę i wycisnęłam na wierzchu wzorek. Skończyło się na makaronikach, które dostałam na Dzień Kobiet - zrobiłam z nich puder, wstawiłam tort do lodówki i poszłam spać medytując nad tym, że czasem jedna maleńka chwila tak bardzo potrafi zaważyć na końcowym efekcie naszego projektu.






Podaję Wam przepis na ten tort - jest to receptura ze strony Moje Wypieki, jednak zmodyfikowana w zasadzie w jednym punkcie. Dla mnie kluczowym wizualnie i smakowo elementem jest pasek marmolady z moreli, dlatego uprzedzam: nie używajcie dżemu czy konfitury morelowej. To musi być twarda marmolada, czyli przetarte dokładnie owoce, na tyle odparowana z wody, aby pod ciężarem ciasta nie wypłynęły na zewnątrz i nie zniszczyły polewy z ganachu. Jako, że zima na całego i morelowe drzewka nawet jeszcze nie wypuściły swoich pączków - zamiast świeżych owoców użyłam suszonych i z nich przygotowałam marmoladę.




Tort Sachera


Biszkopt

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 125 g masła
  • 8 żółtek w temperaturze pokojowej
  • 10 białek w temperaturze pokojowej
  • szczypta soli
  • 140 g cukru pudru, lekko aromatyzowanego wanilią
  • 125 g mąki pszennej, przesianej
Marmolada morelowa
  • 200 g suszonych moreli
  • szklanka wrzątku
  • 1 łyżeczka agaru
Polewa (ganache)

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 160 g śmietany kremówki 30%




Czekoladę pokroić na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej. Osobno roztopić masło, przestudzić. 


Piekarnik nagrzać do 170 st. C. - termoobieg lub 180 st. C góra-dół. Przygotować dwie formy o średnicy 22-24 cm, ich dna wyłożyć papierem do pieczenia (piekłam tort o średnicy 22 cm). 

Do dużej miski wbić żółtka, zmiksować, a następnie wlać wystudzone masło i czekoladę, dokładnie zmiksować. Mieszanina będzie dosyć gęsta. 

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywno, uważać aby ich nie przebić. Dodać trzecią część białek do masy czekoladowej i zmiksować, aż masa stanie się nieco luźniejsza, dodać przesianą mąkę i zmiksować do połączenia składników (niezbyt długo). Szpatułką dodać pozostałe białka i wmieszać je ręcznie w ciasto.

Formy napełnić masą i piec 30-35 minut z termoobiegiem lub ok 40 minut (góra-dół). Wyjąć kiedy ciasto będzie upieczone w środku, starając się nie przeciągać zbyt długo (wtedy biszkopt będzie suchy). 

W międzyczasie przygotować marmoladę. Morele zalać w niedużym rondelku wrzątkiem, zagotować i zostawić na małym ogniu pod przykryciem na 15 minut. Zmiksować, przestudzić. Dodać agar, dokładnie wymieszać, doprowadzić jeszcze raz do wrzenia i gotować, aż masa będzie gęsta niczym puree. 

Upieczone biszkopty przestudzić, ten z najgładszym wierzchem wybrać na górę, spód ściąć delikatnie nożem, podobnie wierzch spodniego biszkoptu - aby ciasto łatwiej połączyło się z marmoladą. 
Spód umieścić w dobrze dopasowanym rancie, posmarować marmoladą, wyrównać i nałożyć wierzch. Odstawić na chwilę aby marmolada całkiem stężała (agar tężeje w temperaturze pokojowej ale można wstawić tort do lodówki aby przyspieszyć ten proces).

Kiedy tort będzie schłodzony wyłożyć go na kratkę (pod spód warto podłożyć talerz albo tacę na ściekającą czekoladę)

Przygotować ganache: do rondelka wlać śmietankę i wrzucić połamaną czekoladę. Rozpuszczać na wolnym ogniu mieszając, gdy tylko czekolada będzie już PRAWIE całkowicie rozpuszczona natychmiast zdjąć z ognia i mieszać jeszcze do całkowitego rozpuszczenia i połączenia ze śmietanką (trzymanie zbyt długo na ogniu powoduje to, że polewa zaczyna się robić gęsta i grudkowata niczym pasta). 

Natychmiast wylać na ciasto i pozwolić aby czekolada spłynęła po bokach, delikatnie wyrównać.

Czekoladę zebraną spod kratki można przełożyć do rękawa i wycisnąć wzorki, bądź bardziej tradycyjnie, napis Sacher na wierzchu. 







7 marca 2018

Ekspresowa fit owsianka z lnem




Kiedy byłam nastolatką w zimowe weekendy często spędzaliśmy na nartach w pobliskich Beskidach. Poranki przed wyjazdem były przyjemne i emocjonujące, a na stole zazwyczaj stała owsianka - niczym sok z gumijagód dla zapalonych narciarzy amatorów.

To były czasy: śnieg leżał od listopada do połowy marca, więc oprócz nart wystarczyło mieć trochę chęci i wolną sobotę aby poszaleć na stoku.. Pamiętam wieczory poprzedzające wyjazd i to, że nie mogłam spać z przejęcia. O świcie moja Mama stała w naszej blokowej, wąskiej kuchni i przelewała kawę przez filtr do termosu, a w garnuszku na piecu stała już owsianka. Rozgrzewająca, gęsta, robiona zawsze z grubych płatków owsianych, z odrobiną soli, do ktorej wsypywałam potajemnie łyżeczkę cukru. Wyjeżdżaliśmy najwcześniej jak się dało, aby jak najdłużej poszaleć w górach.

Cóż, czas płynie nieubłagalnie, śnieg zimą powoli staje się rzadkością, a ja mimo mojej sympatii do owsianki muszę spojrzec prawdzie w oczy: takich ilości jak wtedy nie mogę już jeść bezkarnie.
Dlatego stosuję fajny patent mieszając mniejszą ilość płatków z dużą ilością wody i zagęszczam moją owsiankę mielonym lnem. Len mielony ma masę pozytywnych właściwości, zawiera sterole, białko, kwasy organiczne, enzymy, sole mineralne, fitosterole i witaminę E.







Uwielbiam tę owsiankę w tym okresie przedwiośnia: potrzebuję jeszcze rozgrzewających śniadań, a jabłka są w zasadzie jednym z nielicznych sezonowych i lokalnych owoców, którymi można się teraz cieszyć w pełni. Dlatego doceniam bardzo jabłka bo urozmaicają wyjałowioną zimowym czasem kuchnię.

Owsiankę możecie także przygotować sobie w słoiku w formie sypkiej (płatki, len, sól, cynamon, ew. dodatkowo orzechy czy rodzynki) i zabrać ze sobą do pracy. Wystarczy później zalać wrzątkiem i położyć na wierzchu pokrojone jabłka - zdrowe śniadanie gotowe.

Fit owsianka z lnem

(1 porcja)

  • 30 g płatków owsianych górskich 
  • 1 łyżka mielonego lnu
  • pół szklanki wrzątku
  • sól
  • cynamon
  • obrane i pokrojone w kostkę jabłko
  • łyżeczka masła lub oleju


Płatki, len i sól wsypuję do szklanki, miski albo słoiczka. Zalewam wrzątkiem, mieszam i zostawiam aż płatki i len napęcznieją. W rondelku rozpuszczam masło, wrzucam cynamon i jabłko. Chwilę podsmażam, potem przykrywam rondelek i duszę parę minut, aż jabłko zmięknie, a następnie układam na wierzchu owsianki. Całość posypuję lekko cynamonem.




28 lutego 2018

Wegetariański burger z kalafiora



Ten post dedykuję tym, którzy mimo prób i chęci, nie dali się przekonać, że wegeburger może być pyszny :) Ja sama nie raz nacięłam się na te rozpadające się, mączne pseudo-kotlety, a hitem było dla mnie menu w pewnym bistro, gdzie vegeburger był po prostu podgrzaną bułką z sałatą, pomidorem, cebulą i sosem. Przypominał mi raczkujące pod koniec ubiegłego wieku budki z fastfoodem, gdzie te z większą fantazją i polotem miały w menu wegeburgera, właśnie takiego smutnego, za karę dla tych co wydziwiają z modą na wege. Na szczęście czasy się zmieniły.

Dzisiaj po raz drugi testowaliśmy ten przepis, wśród testerów było dwóch prawdziwych mięsożerców i oboje stwierdzili, że te kalafiorowe steki są pyszne! Jeden zero dla mnie :-) Spróbujcie więc koniecznie!




Wegetariański burger z kalafiora

przepis na 5 burgerów
  • 1 kalafior
panierka:
  • 1 szklanka mąki
  • 1 łyżka mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżka papryki słodkiej
  • 1 łyżka suszonej cebuli
  • 1 łyżka suszonego czosnku
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 3/4 szklanki mleka roślinnego pół na pół z wodą
  • 1 szklanka bułki tartej typu panko
sos majonezowy:
  • 4 łyżki majonezu
  • 1 łyżeczka koperku
  • 1 łyżeczka szczypiorku
  • 1 łyżeczka suszonego czosnku
  • 1 łyżeczka suszonej cebuli
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego
  • sól i pieprz

sos barbecue:
  • sos barbecue lub sos salsa (ok. 1/2 szklanki)
  • 2 łyżki rozpuszczonego masła
  • sałata lodowa
  • ogórki konserwowe
  • cebula czerwona
  • 4 bułki do burgerów

Piekarnik nagrzewam do 220 stopni C.
Kalafiora kroję na pół, następnie na 1,5 cm plastry starając się zachować jak najwięcej kawałków. Drobne różyczki, które odpadną odkładam (dodaję je potem do zupy albo robię kuskus z kalafiora).
Bułkę tartą panko wysypuję na talerz, pozostałe składniki panierki mieszam, aż powstanie ciasto naleśnikowe. Maczam kawałki kalafiora w cieście, a następnie obtaczam w panko. Układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładam do piekarnika na 25 minut, w połowie czasu pieczenia obracam kalafiorowe burgery na drugą stronę.

W międzyczasie przygotowuję sos majonezowy: wszystkie składniki mieszam dokładnie. W osobnej miseczce mieszam sos barbecue lub salsę z rozpuszczonym masłem.

Upieczony kalafior wyjmuję z piekarnika. Na chwilę wkładam pod grill przekrojone bułki, przecięciem do góry, aby lekko się przyrumieniły.
Kalafiora obtaczam w sosie barbecue. Podgrzane spody od bułek smaruję sosem majonezowym, układam na nich steki z kalafiora, cebulę, korniszony, sałatę lodową. Wierzchy bułek smaruję także sosem majonezowym i nakrywam, spinając burgery patyczkami.

 








24 lutego 2018

Naleśniki jaglane







Zapasy mrożonych owoców topnieją na naszych owsiankach, pankejkach i omletach. Mój organizm sam z siebie domaga się ciepłych śniadań, a dzieciaki mogłyby jeść naleśniki na okrągło. Jako, że w połowie stycznia zmagaliśmy się z, zdawać by się mogło, niekończącym się przeziębieniem pszenny gluten w naleśnikach zamieniłam profilaktycznie na mąkę jaglaną, a moje dzieci bez zmrużenia okiem przeszły tę metamorfozę ich ulubionego dania - bardziej podejrzliwe były przy naleśnikach z mąki pełnoziarnistej, bo były ciemniejsze, a tutaj, proszę, jest pełna akceptacja. Albo nieświadomość, że to naleśniki bezglutenowe.

Do tych naleśników zalecam nieskazitelny teflon. Zresztą teflon powinien być nieskazitelny, jedna skaza i patelnia nie nadaje się do użytku, wiecie o tym? Ponadto ciasto za każdym razem przed wylaniem na patelnię mieszamy w misce łyżką - mąka jaglana szybko opada na dno. Ciasto będzie wydawało się rzadkie - ale to jest ok, woda odparuje i będziecie mogli delikatnie odwrócić gotowe placki. Uważajcie też na temperaturę patelni: to ciasto jest bardziej problematyczne niż pszenne więc trzeba z nim obchodzić się ostrożniej - ja smażę na średnio-wysokim stopniu na kuchni ceramicznej.



Naleśniki jaglane (bezglutenowe)

z tej porcji wyjdzie ok 5-6 naleśników

  • 3/4 szklanki mąki jaglanej
  • 3/4 szklanki wody
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • olej rzepakowy do smażenia

Jajka, mąkę i wodę miksujemy. Rozgrzewamy patelnię, smarujemy ją pędzlem namoczonym w oleju rzepakowym. Wylewamy niepełną nalewkę ciasta - ciasto może wydawać się bardziej wodniste niż tradycyjne ciasto na mące pszennej, to naturalne. Smażymy na średnim ogniu, aż woda odparuje i będzie się dało delikatnie podważyć naleśnik i obrócić. Przed nalaniem kolejnej porcji ciasto trzeba przemieszać, ponieważ mąka jaglana opada na dno. O tej porze roku kiedy w tradycyjnych spiżarniach królują jabłka, a nasze organizmy potrzebują rozgrzewających potraw, do tych naleśników polecam prażone jabłka z żurawiną i cynamonem.






Prażone jabłka z żurawiną

  • 3 jabłka obrane i pokrojone w kostkę
  • łyżeczka klarowanego masła
  • cynamon
  • łyżeczka soku z cytryny
  • garść mrożonej żurawiny (ew. suszonej, niesiarkowanej i niesłodzonej - wiecie, że sprzedawana w większości sklepów żurawina suszona jest zazwyczaj potwornie nasycona cukrem?)
  • ew. syrop klonowy lub miód
  • dodatki: pestki dyni, prażone migdały, suszone płatki róży

Masło rozpuszczam w rondelku, wrzucam cynamon i podgrzewam chwilę, wrzucam pokrojone jabłka, smażę, aż się przyrumienią. Dodaję żurawinę, sok z cytryny i przykrywam, duszę 6-8 minut, aż jabłka będą miękkie (w zależności od gatunku). Wyłączam gaz. Podaję z naleśnikami, polane odrobiną miodu lub syropu daktylowego. Cudownym dodatkiem do tego dania, zarówno wizualnie jak i smakowo są suszone płatki róż. 




25 stycznia 2018

Kokosowe pralinki







Mam takie poczucie, że walka o zdrowe nawyki w dzisiejszych czasach to niezły wyczyn. Jeszcze o ile sama jestem w stanie w miarę się pilnować, to w przypadku dzieci ta walka zdaje się być momentami nierówna.

Manipulacja: media, sklepy i...rodzina


Na szczęście nie posiadamy w domu telewizora więc w tej kwestii jest łatwiej - agresywne bloki reklamowe nas omijają. Youtuba nie włączam dzieciom, ewentualnie bajki na Netfliksie, za to wejście do sklepu z dziećmi - to jest droga przez mękę. Na każdym kroku kolorowe opakowania, czekoladki, batoniki... Nie lubię sklepów, które przy kasach mają półki z czekoladą, na wysokości kolan dorosłego człowieka. Żabko, Lidlu - dlaczego to robicie..Jakie są granice manipulacji? To naprawdę celowe żerowanie na małych  brzuszkach, które od małego próbuje się uzależnić od cukru.

Niestety, czasami równie trudne boje toczą się z ukochanymi dziadkami, ze znajomymi. Rozumiem naszych rodziców: żyli w czasach kiedy słodycze były luksusem, czymś wyczekiwanym, a ich substytutami były na przykład karmelki, które robiło się z cukru rozpuszczonego w rondelku. Szelest cukierkowych papierków to był cudowny i bardzo pożądany dźwięk dobrobytu. Poza tym każdy wtedy wiedział, że "cukier krzepi".

Czasy jednak się zmieniły i teraz słodycze nie są już dobrem luksusowym, a doniesienia naukowe nie pozostawiają złudzeń: cukier nas wykańcza, rozregulowuje, niszczy nasze delikatne tkanki, wpływa na nasze samopoczucie. Słodycze są powszechne i dostępne, co gorsza, cukier wgryzł się w produkty spożywcze codziennego zastosowania takie jak płatki, pieczywo, soki, kaszki dla dzieci. Moja córka zapytała mnie kiedyś dlaczego nie jemy Nutelli na śniadanie, w reklamie mówią że to porcja mleka, magnezu i orzechów, a reklama przecież nie kłamie.

Zamienniki - czy to ma sens?


Najlepszą opcją dla zdrowia jest zero słodyczy. Są świeże i suszone owoce, czasem kawałek gorzkiej czekolady, przyprawy i dodatki mające naturalną słodycz w sobie, takie jak cynamon czy olej kokosowy. Szukanie zamienników cukru to trochę walka z wiatrakami, bo w końcu nadal chodzi o...słodycz, a to słodycz właśnie nas tak omamia. Na dłuższą metę i w znaczeniu behawioralnym nie jest istotne czy to cukier, czy miód, czy syrop daktylowy, ryżowy czy inne cuda wianki - słodkość uzależnia.

Słodki podwieczorek

Mam kilka stałych opcji, które wyciągam jak asa z rękawa w chwilach bezcukrowej rozpaczy :) Jeśli jestem z dziećmi poza domem kupuję im suche wafle - oblaty, ostatnio znalazłam wersję z kakao i wzbudziła ogromny entuzjazm. Kiedy jesteśmy w domu robimy czasami pralinki z bakalii, płatków: możliwości jest wiele.

Mam dla Was dzisiaj przepis na kokosowe pralinki. Jeden za pierwszym razem nie wzbudziły zainteresowania w ogóle. Za drugim też. Teraz dzieci są w stanie poczęstować się kulką i mam wrażenie, że temat "mamo, co na słodaka dzisiaj?" mamy wyczerpany na kilka godzin :) Plus jest taki, że na hasło kokosowe kuleczki potrafią się już PRAWIE podobnie ucieszyć jak na hasło: czekolada ;)

Trudne słowa


Mleko kokosowe - zachęcam by zrobić je samemu. Wystarczy zalać paczkę wiórków 2,5 szklankami wody filtrowanej i pozwolić im napęcznieć. Potem blendujemy wszystko w stojącym blenderze nawet 10 minut, a następnie odcedzamy mleko na sicie przez płótno. Wychodzi jakieś 1/2 mleka kokosowego (wiórki można wysuszyć i użyć do ciast. Próbowałam użyć ich do zrobienia tych kulek, ale pralinki wyszły mniej kokosowe więc lepiej użyć świeżych wiórków).
Natomiast jeśli kupujecie mleko kokosowe - czytajcie skład, do mleka kokosowego trafia czasem niezła mikstura chemii..

Agar czy żelatyna - agar o tyle fajniejszy, że jest w 100% roślinny i nie wymaga lodówki, aby stężeć.

Złoty len - stosuję go jako "zdrowy" zagęstnik.

Ksylitol - sprawdźcie czy Wasz ksylitol to oryginalny fiński cukier brzozowy. Podobno na rynku jest ksylitol chiński, wytwarzany z kukurydzy, który jest podróbką i nie ma właściwości prawdziwego ksylitolu brzozowego.






Kokosowe pralinki

 przepis na ok. 15-18 kuleczek


150g wiórków kokosowych + ok. 50g do obtoczenia pralinek
200 ml mleka kokosowego bio* lub domowej roboty
2 kopiaste łyżki twardego oleju kokosowego extra virgin
1/2 łyżeczki agaru lub żelatyny
1 łyżka mielonego złotego lub naturalnego kleiku ryżowego dla dzieci (bez smakowego)
4 łyżki fińskiego ksylitolu
ok. 15 migdałów, najlepiej blanszowanych

* bez żadnych okropnych dodatków

Odlewamy 50ml mleka kokosowego do garnuszka, wsypujemy agar i dokładnie mieszamy. Podgrzewamy ostrożnie prawie do wrzenia, zdejmujemy z ognia (w przypadku użycia żelatyny namaczamy ją najpierw w zimnym mleku przez ok 10 minut, podgrzewamy i postepujemy dalej jak z agarem).

Resztę mleka kokosowego przelewamy do wysokiego naczynia, dodajemy miksturę z agarem, wiórki kokosowe, len i ksylitol, blendujemy dokładnie na gładką masę. Dodajemy olej kokosowy i jeszcze raz mieszamy. Wstawiamy do lodówki na 15 minut, aż masa napęcznieje i stężeje.
Na talerzyku wysypujemy wiórki. Nabieramy porcje masy kokosowej wielkości 1 łyżeczki i formujemy kulki wkładając w środek migdał, obtaczamy w wiórkach. Odstawiamy kulki na 20-30 minut do lodówki.






15 stycznia 2018

Kulinarna fotografia w 2017 - podsumowanie



Zastanawiałam się jakiego klucza użyć, aby zebrać parę zdjęć z 2017 w podsumowanie. Czy był to rok nowych receptur, kreatywnego poszukiwania nowych smaków? Buszowania w książkach kucharskich? Niestety nie. Sprawy osobiste potoczyły się tak, że w pierwszej połowie byłam mało aktywna, zarówno na blogu, jak i na Instagramie, przygotowując się do porodu. W okolicach maja postanowiłam na dobre wrócić do codziennego rytmu uzupełniania mojej Instagramowej galerii (jeśli jeszcze nie odwiedziliście mnie w tamtym miejscu to zapraszam: www.instagram.com/ulade.foodnotes).
W lecie postanowiłam zrobić porządek z blogiem, który zaginął w czeluściach internetu - udało mi się go przywrócić, niestety bardzo duża część przepisów zaginęła bezpowrotnie.
Jesienią fotografia kulinarna to była moja odskocznia od poważnych burz jakie napotkały życie naszej rodziny, a zimą stała się pamiętnikiem - za każdym zdjęciem, jak za tajemniczym lustrem widzę tamten letnio-jesienny okres, wolniej płynące dni i to co miałam w sercu w tamtym czasie, kiedy żegnałam moją Mamę.









Postanowiłam jednak oszczędzić Wam bardzo osobistych wynurzeń - w końcu to blog kulinarno-fotograficzny - i podejść do podsumowania z innej strony. Ponieważ najbardziej aktywna jestem na Instagramie, toteż pod koniec roku użyłam aplikacji BestNine, aby zobaczyć 9 moich najpopularniejszych, instagramowych zdjęć 2017 roku. Tym samym prezentuję je dzisiaj tutaj dla Was - w pełnej okazałości, bez kwadratowego kadru, z moim komentarzem. Przy tych fotografiach, które robiłam w RAW podaję konkretne ustawienia. Znajdziecie też info o użytych propsach oraz krótki komentarz do każdego zdjęcia.
Aktywizowałam się na Instagramie w maju, więc większość faworytów to fotografie jesienno-zimowe, kiedy to już trochę więcej osób zaczęło obserwować moje poczynania, a co się z tym wiąże - częściej mnie lajkować. Mimo to podsumowanie #bestnine to dobry temat na to aby porozmawiać o kulinarnej fotografii. Zapraszam zatem serdecznie do mojego zestawienia TOP 9 2017.


Miejsce 9.



17 października 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm  
statyw

Stylizacja: jesienna
Plan: sypialnia
Obiekt: stolik nocny ze śniadaniem i kawą
Propsy: taboret Ikea, hortensje w szklanym wazonie (Ikea), natura: dynia ozdobna, suche liście, świeca, talerz gliniany, sweter,

Zdjęcie z cyklu fotografii w klimacie jesiennym, w naturalnym świetle dziennym. Na taborecie, który służy jako nocny stolik zaaranżowałam śniadanie z owsianką, kawą i ukochanymi hortensjami, które tak pięknie się wysuszyły zachowując swój kształt. To jedno z moich najbardziej ulubionych, zeszłorocznych zdjęć.





Miejsce 8.



1 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm 
statyw

Stylizacja: świąteczna
Plan: kuchenny parapet
Obiekt: kawa z mlekiem i muffin z żurawiną
Propsy: emaliowany kubek z czarnym półmatem do rysowania kredą, lampki ledowe na baterie (Netto), drewniany talerz H&M Home, drewniana deseczka Zara Home, kwiaty: gipsówka, ziarenka kardamonu

Idea tego kubka od razu mnie urzekła, więc postanowiłam go nabyć już w przedsprzedaży. Można po nim pisać kredą i wymazywać go do woli, a więc jest bardzo #instafriendly, bo może uzupełniać kompozycje na wiele sposobów, choć przyznaję, że do fotografii, takie ciemne obiekty na pierwszym planie bywają kłopotliwe do sfotografowania, ponieważ pochłaniają światło i tworzą mocne kontrasty.



Miejsce 7.



25 listopada 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm 
z ręki 

Stylizacja: jesienna
Miejsce: podłoga - flatlay
Obiekt: kawa z mlekiem i jaglanka z owocami,
Propsy: Kukbuk, filiżanka H&M Homesweter o grubym splocie wyszperany w szmateksie, notes, liście, kwiaty: gipsówka
Backdrop (tło): półka ze starej szafy

Kolejne zdjęcie w jesiennym klimacie, które opublikowałam na Instagramie poprzez aplikację Afterlight. Nałożyłam w niej filtr barwny i efekt tekstury. Zdjęcie robione z góry, niestety "z ręki", co zdradza brak ostrości.


Miejsce 6.



26 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm
ISO 640, f 2.2, 1/160"
statyw

Stylizacja: świąteczna
Plan: kuchenny taboret, okolice kuchennego okna balkonowego
Obiekt: kawa z mlekiem i świąteczny keks z bakaliami
Rekwizyty: filiżanka (H&M Home), talerzyk (Ikea), bombki szklane (Auchan), bombka papierowa (|H&M Home), szklana szkatułka (|H&M Home), Minimal Planer (Madama), notesy, marmurowa deska (TKMaxx), kwiaty: amarylis

To jedno z tych zdjęć, które po zrzuceniu na komputer nie wymaga żadnej ingerencji - perfekcyjnie doświetlone, idealny balans bieli. Wiem, że to nie tylko kwestia ustawień czy pory dnia i światła padającego z zewnątrz, tutaj istotne było też to, jakich elementów stylizacji użyłam. Zdjęcia w jasnej stylizacji generalnie dużo łatwiej wykonać poprawnie, ponieważ obiekty są doświetlane nie tylko blendami, ale także światłem naturalnie odbijającym się od jasnych teł, desek, filiżanek. Warto to mieć na uwadze, zwłaszcza jeśli fotografujemy mozolnie w klimacie darkmood (ciemne stylizacje) i zastanawiamy się, dlaczego tak ciężko trzeba się napracować, aby coś "wyszło" z ciemnych obiektów, teł i propsów :)


Miejsce 5.


3 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm
statyw

Stylizacja: świąteczna
Plan: kuchenny parapet
Obiekt: kanapki z dżemem porzeczkowym, espresso, dżem z czarnej porzeczki domowej roboty
Rekwizyty: biała taca (Netto), filiżanka ze spodkiem (Ikea), talerz (TKMaxx), różowa szmatka ze szmateksu, blaszany dzbanek (Ikea), biały lampion (Ikea), lampki LED na baterie (Netto), kwiaty: gipsówka.

Aparat, z którego korzystam jest wyposażony w opcję łączenia WI-FI, dzięki temu mogę robić sobie autoportrety mając podgląd w aplikacji na smartfonie. W podglądzie można sobie ustawić ostrość, albo tak jak tutaj - gdzie jedną rękę miałam zajętą, po prostu "wejść" w pole ostrości. To niesamowicie przydatna funkcja, którą ma już teraz większość aparatów cyfrowych dlatego warto się z nią zapoznać i zainstalować ją sobie.


Miejsce 4




21 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm
ISO 160, f 1.6, 1/125"
statyw

Stylizacja: świąteczna
Miejsce: kuchenny parapet
Obiekt: ręcznie zdobione pierniki, kawa
Rekwizyty: marmurowa deska (TKMaxx), papierowa bombka choinkowa (H&M Home), ozdobny spodek (H&M Home), szklana szkatułka (H&M Home), pistacjowy kubek (TKMaxx), lampki LED na baterie (Netto), jodłowy wieniec

Bardzo lubię fotografować na naszym kuchennym parapecie - okno wychodzi na zachód, więc cały dzień pada tam przyjemnie rozproszone światło. Dzięki temu czasem wystarczy położyć kubek z kawą i jakiś ciekawy przedmiot - piękna martwa natura gotowa. Z tego powodu w zasadzie nie składam statywu i jeśli chwila na to pozwala, patrzę na ten mały skrawek mojego świata przez obiektyw.

 

Miejsce 3.


19 grudnia 2017


Canon EOS 6D, obiektyw 50mm
ISO 640, f 2, 1/400"
z ręki

Stylizacja: świąteczna
Miejsce: salon
Obiekt: pierniczki
Propsy: biała taca (Netto), bawełniana ściereczka, papierowa bombka (H&M Home), lampki choinkowe LED (Netto), cynamon, orzechy, gałązki igliwia

To zdjęcie robione w przedświątecznym biegu, spontanicznie. Pierniki musiałam ułożyć na stole - dzieci bawiły się w najlepsze na podłodze i na widok słodkości w ich zasięgu mogłoby to się skończyć skonsumowaniem obiektu zdjęć :) Tak więc ujęcia robiłam "z ręki" stojąc na wysokim taborecie. Aby złapać ostrość z ręki ustawiłam krótszy czas naświetlania - było to problematyczne, ponieważ jednocześnie nie chciałam wchodzić na wysokie ISO. Do tego dochodziło słabe światło w salonie i brak możliwości na dłuższe kombinowanie - tak zwana praca w dużym stresie ;)) 
Tym bardziej miło, że to zdjęcie tak bardzo spodobało się odbiorcom na Instagramie, pewnie przez urok samych pierników, bo ja osobiście nie jestem zadowolona z jego walorów technicznych :)


Miejsce 2.



12 czerwca 2017

Samsung Galaxy S6 Edge
 
Miejsce: targowisko / na zewnątrz
Obiekt: koszyki z truskawkami

Absolutny hit tego zestawienia. Fotografia cyknięta smartfonem w czasie zakupów na targu, w celu zebrania informacji o cenach (niestety nie mam już oryginału a to jest kadr wykadrowanego już wcześniej w Instagramie foto). Wyprostowane w aplikacji, rozjaśnione, w zasadzie przefiltrowane tak bardzo, że nie wiele chyba zostało z oryginału. W ciągu kilku godzin uzyskało 900 polubień co przy ilości followersów na tamten czas (jakieś 300 osób) było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. I to jest cały paradoks Instagrama: jeśli ciekawy kadr trafi w obieg w odpowiednim czasie i z odpowiednimi hashtagami - wszystko jest możliwe :)



Miejsce 1.


14 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw: 50mm
ISO 1250, f/2.2, 1/40"
statyw

Stylizacja: świąteczna
Plan: salon, biurko
Obiekt: kawa i owsianka z owocami
Rekwizyty: taca (Drewlandia), filiżanka (H&M Home), miska (Ikea), lampki choinkowe LED na baterie (Netto), czasopisma, książki, elektronika.

Popularność tego zdjęcia jest dla mnie także niespodzianką. Nie należy do moich najulubieńszych, ale jest powodem do prób rozgryzienia mechaniki Instagrama. Tego magicznego połączenia jakości zdjęcia, z jego opisem, hashtagami, oznaczeniami oraz czasem publikacji. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się zgłębić sekrety tego medium społecznościowego. 



Mam nadzieję, że ten artykuł był interesujący dla Was. Jeśli chcecie częściej artykuły nt fotografii kulinarnej i technikaliów stylizacji to dajcie mi znać w komentarzach :)

Jeśli chcesz częściej widzieć publikowane przez mnie treści zapraszam na mój profil na instagramie:
www.instagram.com/ulade.foodnotes






3 stycznia 2018

Kokosowo-orzechowa granola bez cukru






Mam parę postanowień noworocznych, między innymi takie, które będą miały wpływ na moje zdrowie. Jednym z nich jest to, by uporać się z pociążowym nadbagażem, bo po dwóch ciążach w przeciągu 3 lat zdecydowanie mój układ kostno-szkieletowy błaga o ulżenie mu z nadmiaru ;) Tak więc zaczynam ten rok m.in. z krytycznym spojrzeniem na cukier - mogłabym to nazwać Krytyczne Spojrzenie na Cukier vol.28, bo nie pierwszy raz w życiu dochodzę do wniosku, że ta biała trucizna znowu rozpanoszyła się mimochodem w moim codziennym menu.

Z tej okazji chciałabym rozpocząć nowy rok na blogu przepisem na moją ulubioną granolę bez cukru. Kokos i cynamon dodają jej naturalnej słodyczy, jeśli jednak z jakiegoś powodu chcecie ją bardziej osłodzić to użyjcie miodu albo jakiegoś syropu (daktylowego, ryżowego) byle nie glukozowo-cukrowego :DDD Jest pyszna, sycąca i z racji tego że bardzo esencjonalna - 2-3 łyżki zdecydowanie wystarczą do porannego jogurtu - jest także kaloryczna, dlatego dobrze ją trzymać w solidnie zamykanym słoiku ;)


Kokosowo-orzechowa granola bez cukru

 

  • 3 szklanki płatków kokosowych (nie wiórków) 
  • 2 szklanki płatków owsianych górskich
  • 2 szklanki orzechów i nasion (pestki dyni, orzechy laskowe, pekan, włoskie, nerkowce)
  • 2 łyżki nasion chia
  • 4 łyżki oleju kokosowego extra virgin
  • opcjonalnie 1-2 łyżki płynnego słodzidła (syrop daktylowy, ryżowy, miód)

oraz: piekarnik, duża blacha, papier do pieczenia, miska, drewniana łyżka, duży słoik

  1. Piekarnik nagrzewamy do 140 st. C góra-dół bez termoobiegu. Płatki, nasiona, orzechy i chia mieszamy w misce, dodajemy płynny olej kokosowy i delikatnie wcieramy w mieszaninę tak aby za bardzo nie rozkruszyć płatków kokosowych.
  2. Rozkładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w miarę możliwości jak najcieńszą warstwę. Ew. polewamy równomiernie cieniutką strużką płynnego miody/syropu.
  3. Pieczemy 15 minut, po tym czasie mieszamy delikatnie drewnianą łopatką i pieczemy jeszcze 10 minut lub do czasu aż płatki kokosowe będą lekko zrumienione.
  4. Przekładamy do szczelnie zamykanego słoika.
  5. Osoby na diecie uprzedzam, ze ta granola mimo tego, że zdrowa i niskowęglowodanowa to jest bardzo kaloryczna ze względu na tłuszcz z orzechów i nasion więc polecam dodać jej 2-3 łyżki do jogurtu i uzupełnić owocami sezonowymi (u mnie kawałek jabłka i żurawina mrożona).
  6.