9 listopada 2018

Hummus z dynią




Czy każda pora roku ma swój zmysł przewodni?
Wiosną jest nim wzrok.
Latem dotyk.
Zimą słuch.

A jesień to zapachy. Liście, las, pierwsze rozgrzewające herbaty, imbir, cynamon, jabłka, wiatr w szaliku, grzyby, szarlotka. Zapach pieczonej dyni.
Wystarczy ją przekroić na pół i włożyć do piekarnika na kilka chwil, aby w domu zapachniało dobrem. Kiedy dynia się piecze, dzieci schodzą się do kuchni z całego domu, ze swoich kryjówek i pytają co robię na obiad. Lubię te momenty, tych małych strudzonych wędrowców oderwanych od codziennych zabaw, od najważniejszych na świecie spraw.
Miąższ, który podjadamy z dziećmi łyżeczką, pakuję później do słoików i zamrażam. Mam już kilkanaście słoiczków. Odliczam nimi tygodnie do wiosny. Ile jeszcze dyniowych zup i hummusów powstanie zanim ptaki do nas wrócą?








Hummus dyniowy

  • 400g ugotowanej ciecierzycy
  • 1 dynia hokkaido
  • 120g tahini
  • sok z jednej cytryny
  • 3 ząbki czosnku
  • sól

    Do podania:
  • 3 upieczone marchewki
  • szczypta papryki słodkiej
  • natka pietruszki
  • ziarna sezamu
  • oliwa z oliwek

Przekrojoną na pół dynię skrapiam oliwą, układam na blasze, obok kładę przekrojone wzdłuż marchewki oraz ugotowane ziarenka ciecierzycy i wkładam blachę do piekarnika nagrzanego do 180 st. C na 30 minut. Łyżką wydrążam miąższ z dyni. Marchewkę i ziarenka ciecierzycy odkładam.
Ciecierzycę, dynię, zmiażdżony czosnek, tahini, sok z cytryny i sól blenduję na gładką masę.

Hummus przekładam do miski, robiąc łyżką zagłębienia, polewam oliwą, posypuję pietruszką, sezamem i ziarenkami ciecierzycy. Takie dyniowy hummus cudownie komponuje się z pieczoną marchewką - taki jadłam w katowickiej Amforze i jeśli macie ochotę zjeść go w przepięknym wnętrzu przy dźwiękach orientalnej muzyki - nie włączajcie piekarnika, odłóżcie dynię i jedźcie do Katowic na Francuską 1a :)








25 października 2018

Restaurant Week Polska - Destynacja Restauracja





Festiwal restauracji już trwa!  Tej jesieni możecie wybrać się w podróż kulinarną w dowolny zakątek świata - hasło przewodnie festiwalu Restaurant Week brzmi "Destynacja - Restauracja", a w wydarzeniu uczestniczą restauracje o tak różnorodnym charakterze kuchni, że każdy na pewno znajdzie w menu swoje ulubione smaki. Festiwal trwa do 31 października, a więc macie ostatnią szansę, aby zarezerwować festiwalowy stolik na stronie www.restaurantweek.pl

Tej jesieni zostałam zaproszona do udziału w Festiwalu jako ambasadorka #silesiarestaurantweek, który odbywa się na terenie Śląska, Zagłębia i Bielska-Białej, tak więc miałam okazję odwiedzić nowe restauracje, a także poznać niezwykle ciekawych ludzi i przy okazji próbowania festiwalowego menu dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o kulinarnych i gastronomicznych inicjatywach w naszym regionie.




Zasady Festiwalu Restaurant Week?

Każda z restauracji biorących udział w Silesia Restaurant Week (17-31 października) przygotowała dwie propozycje trzydaniowego menu, na które składa się przystawka, danie główne oraz deser. Cena menu dla jednej osoby to 49 zł. Ponadto w ramach ceny każdej rezerwacji na Gości Festiwalu, czekać będzie prezent od sponsora wydarzenia - darmowy koktajl Martini Tonic! Warto nadmienić, że do grona restauracji znanych z poprzednich edycji Festiwalu w regionie Silesia dołączyły zupełnie nowe lokale, w tym nowo otwarte katowickie restauracje jak Amfora, ISTO czy Prodiż Nero. W Silesia Restaurant Week biorą udział aż 33. restauracje z Katowic, Gliwic, Tarnowskich Gór, Tychów, Mysłowic, Chorzowa, Siemianowic Śląskich, Bytomia, Zabrza, Pyskowic, Czeladzi, Dąbrowy Górniczej, Sosnowca oraz Bielska-Białej.  


Co mi się podoba w idei Festiwalu?

Na pewno to, że w przystępnej cenie (49 zł/ os. za trzydaniowe menu) możemy zjeść fajny, kompletny obiad/kolację, a sety festiwalowe skomponowane są bardzo przekrojowo, przedstawiając zazwyczaj najbardziej popularne potrawy w danej restauracji. Oczywiście większość miejsc prezentuje menu w wydaniu sezonowym, co jest ogromnym plusem i dodaje uroku jesiennej edycji Restaurant Week. W próbowanych przez nas potrawach przewijały się więc grzyby, dynia, pieczone korzenne warzywa, jabłka, gruszki, figi, a nawet rokitnik, na który teraz jest najlepsza pora. Każda restauracja jednak w inny sposób interpretuje jesienne smaki, a szefowie kuchni stosują różne techniki, aby zamknąć smaki w specyficzny dla swojego warsztatu i swojej restauracji sposób.


Na co warto zwrócić uwagę?

W czasie rezerwowania stolika na stronie trzeba wybrać nie tylko konkretną datę, ale także godzinę, a przedziały czasowe są z góry określone. Dlaczego? Otóż na skonsumowanie festiwalowego setu będziecie mieć 1,5 godziny. Większość restauracji bez problemu wydaje wszystkie posiłki w tym czasie, ponieważ kuchnia już wcześniej wie, ile osób przyjdzie na daną godzinę, jednak jeśli zarezerwujecie sobie stolik w godzinach szczytu, może być tak, że spotkacie się z lekką obsuwą, zwłaszcza przy domawianiu pozycji spoza menu Restaurant Week.  Nie zdarzyło nam się to w żadnej restauracji, jednak słyszałam takie głosy - nie były to jednak duże opóźnienia. Serwis i tak jest szybszy niż przy standardowym zamawianiu z karty!

Zachęcam też do tego, aby nie zrażać się wielkością porcji, zwłaszcza na etapie przystawki. Taki trzydaniowy set zjedzony w 90 minut to naprawdę duża dawka jedzenia, a więc zapewniam Was, że po deserze z pewnością nie wyjdziecie głodni z restauracji.






Festiwalowe dania w Restaurant & Cocktail Bar Amfora, Katowice - kuchnia Bliskiego Wschodu



Miejsca, które odwiedziłam

Udało mi się odwiedzić 2 spośród 3 zupełnie nowych restauracji w Katowicach: Isto i Amfora oraz Moodro Restaurant, która działa już kilka lat przy Muzeum Śląskim.

Z chęcią przygotuję w przyszłości osobne wpisy o tych miejscach jednak nie mogę się powstrzymać aby nie zachęcić Was do spróbowania:
- obłędnego kremu z kiszonej kapusty oraz chleba na 20-letnim zakwasie w Restauracji Isto,
- pstrąga na soczewicy i lodów kasztanowych w Moodro
- aksamitnego hummusu z dynią i kibbehu w Amforze.

We wszystkich tych restauracjach testowałam menu wegetariańskie i jestem zaskoczona tym, jak dopracowane smaki czekają na tych festiwalowiczów, którzy mięsa nie jedzą - ja sama wegetarianką nie jestem, ale nie żałuję wyboru menu w wariancie B. Wiem też, że menu mięsne jest równie ciekawe (w Isto znajdziecie golonkę, w Moodro kozinę, a w Amforze kotlet wołowy z bakłażanem i arabskimi kiszonkami). Naprawdę jest co zjeść!

Festiwal kończy się za parę dni, dlatego jeśli macie ochotę na taką kulinarną podróż rezerwujcie stolik już dzisiaj!

www.restaurantweek.pl





Festiwalowe menu w Restauracji Moodro


10 października 2018

Jesienne kadry



Niezwykła jesień. Słoneczna i łaskawa. W plonach wczesna, w chłodach późna. Tylko coraz krótsze dni i żółknące liście zdradzają, że to już ta pora roku. Chociaż wczoraj, gdy wietrzyłam mieszkanie zapachniało...wiosną. Kolejne proroctwa synoptyków nie sprawdzają się, za każdym razem oddychamy z ulgą, że to jeszcze nie jest to załamanie pogody i wystawiamy buzie do słońca. Na straganach jakoś tak coraz biedniej, ale całe szczęście są jeszcze dynie, więc można w letnim t-shircie przejść się z dynią pod pachą przez miasto, a potem upiec ją z oliwą, rozmarynem i czosnkiem i zmiksować na sos do makaronu, albo na zupę, albo zjeść ot tak, prosto z blachy.
Przesyłam Wam jesienne uściski i kilka ciepłych kadrów. 











11 maja 2018

Pierwsze kroki: ciasto biszkoptowe z owocami



Uwielbiam dzielić się wiedzą i wspólnie gotować. Ostatnio odczułam tak ogromną satysfakcję, kiedy w czasie majówki spotkałam się z przyjaciółmi i mogłam podzielić się z moją ukochaną K. prostym przepisem na ciasto z owocami. Moja przyjaciółka nie do końca odnajduje się w kuchni, jak sama stwierdziła, głównie dlatego, że ma błędne przekonanie, że to wszystko jest trudne, że nie ma talentu i na pewno jej coś nie wyjdzie (choć na przykład piecze cudowną szarlotkę).

Myślę, że jest wiele osób, które mają w sobie opór przed gotowaniem czy pieczeniem, bo być może ktoś kiedyś niewłaściwie próbował przekazać im wiedzę, albo podsuwał zbyt trudne przepisy.
W majówkę razem upiekłyśmy to proste ciasto, potem przesłałam K. przepis i zrobiła je za kilka dni całkiem samodzielnie, pisząc mi z radością: jakie to proste! Właśnie tak jest: gotowanie jest proste, pieczenie także, i zmieniając nastawienie można samemu siebie zaskoczyć :)

Dlatego postanowiłam stworzyć cykl wpisów, właśnie z myślą nie tylko o bliskich mi osobach, które mają opory do tego, aby samodzielnie coś przygotować. Będę dzielić się z Wami ultraprostą, podstawową wiedzą, będę także wdzięczna za Wasz feedback i informacje, czy się udało. Być może uda się stworzyć cykl video, jednak na chwilę obecną przymierzam się do tego mentalnie i nie chcę jeszcze nic obiecywać. Ale mam to w serduchu :)
W tym cyklu będę się skupiać na tym aby jak najdokładniej przekazać recepturę. Dla osób wprawionych w gotowaniu być może wyda się to zbyt szczegółowe. Mam jednak doświadczenie takie, że osoby początkujące potrzebują dokładnej instrukcji. Mówi się, że praktyka czyni mistrzem. Zgadzam się z tym, jednak wiem także, jak zniechęcające mogą być porażki, natomiast jak bardzo motywujące są udane wypieki czy potrawy. Chciałabym bardzo, aby się udało, więc będę w tych wpisach bardzo dokładna.

Dzisiaj więc prezentuję Wam to najprostsze ciasto świata z dodatkiem owoców, idealne do nauki pieczenia. Sama nie raz w dzieciństwie trenowałam na nim zakalce (na zmianę z babką mateczki), choć te zakalce to wynikały bardziej z niecierpliwości: z moją towarzyszką kuchennych szaleństw zaglądałyśmy co chwilę do piekarnika. No i oczywiście uwielbiałyśmy zakalce :)
Jednak bez obaw: jeśli składniki będą w temperaturze pokojowej, dobrze wymieszane, jeśli NIE będziecie otwierać co chwilę drzwiczek pieca, jeśli po upływie wyznaczonego czasu sprawdzicie patyczkiem, czy ciasto jest suche w środku (i będzie) - to o zakalcu nie ma mowy!

Ciasto jest stosunkowo tanie, bo nie ma w nim masła, więc do treningu jak znalazł. Co najważniejsze: jest bardzo smaczne, stanowi bazę do owocowych ciast na cały rok: wiosną pod rabarbar, pierwsze truskawki, latem pod maliny, jeżyny, owoce jagodowe, agrest, jesienią pod jabłka i śliwki - w zależności od pory roku.

Ciasto biszkoptowe z owocami

Składniki na tortownicę o średnicy ok. 23 cm
  • 4 jajka L w temperaturze pokojowej
  • szklanka cukru (pełna, bez "czubka"
  • 5 łyżek oleju w formie płynnej (olej o neutralnym zapachu, np. słonecznikowy, z pestek winogron)
  • 1 łyżka octu (winny, jabłkowy lub spirytusowy)
  • 1,5 szklanki przesianej zwykłej mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ew. łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • ok. 400 gram owoców pokrojonych na cząstki i ew. obranych, np. jabłek, rabarbaru, truskawek, wiśni, porzeczek, moreli, brzoskwini. Owoce powinny być świeże, jeśli używacie mrożonych, np. jagód czy borówek, to nie rozmrażajcie ich przed ułożeniem na cieście).
  • jeśli nie używacie papieru do pieczenia to tłuszcz do wysmarowania blachy i bułka tarta 
  • cukier puder do podania
Niezbędne narzędzia:
  • mikser, 
  • duża miska, 
  • sito do przesiewania mąki, 
  • łyżeczka i łyżka, 
  • okrągła tortownica o średnicy ok. 23 cm, 
  • papier do pieczenia lub odrobina masła i bułki do wysypania tortownicy 
  • piekarnik :D
  • rękawice lub sucha ścierka do wyciągnięcia gorącej blachy z piekarnika
  • timer

Podstawa w kuchni to planowanie, staram się już teraz przekazać tę wiedzę mojej córce, kiedy próbuje samodzielnie piec. Przeważnie pracujemy w następującej kolejności:

1. Włączenie piekarnika (będzie się nagrzewał w czasie kiedy będę wykonywać kolejne czynności)
2. Przygotowanie blachy/formy.
3. Przygotowanie ciasta.
4. Przelanie ciasta i wstawienie do piekarnika.
5. Ustawienie timera.
6. Sprzątanie

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C (góra-dół w piekarniku elektrycznym, w gazowym maks. 190 st. C).

Przygotowujemy blachę: odpinamy rant, kładziemy na ogrągłym dnie kawałek papieru do pieczenia tak aby go zakrył i zapinamy na nim rant. Rant można dodatkowo posmarować cienko masłem.
Jeśli nie używacie papieru do pieczenia można formę wysmarować tłuszczem i wysypać bułką tartą.
Odstawiamy blachę na bok.

Jajka wbijamy do dużej miski, dodajemy cukier. Ubijamy na wysokich obrotach na puszystą masę (powstanie puszysty kogel-mogel, masa będzie jasno-żółta). Dolewamy olej, ocet i ewentualnie ekstrakt waniliowy i miksujemy. Wsypujemy przesianą mąkę razem z proszkiem do pieczenia. Miksujemy, aż składniki się połączą.

Przelewamy do przygotowanej blachy. Na wierzchu układamy pokrojone owoce: staramy się układac je tak, aby w samym środku nie było ich zbyt dużo (jeśli w środku będzie ich za dużo ciasto się tam trochę zapadnie i krojeniu na trójkąty będą odpadać końcówki). Ja układam zawsze najgęściej po okręgu, nie za blisko środka i nie za blisko brzegu, i dopiero potem pojedyńcze owoce na krawędziach i w środku. Gwarantuję, że ciasto tak obłożone będzie się bardzo dobrze kroić i nie rozpadać.

Wstawiamy blachę do piekarnika i pieczemy 40-50 minut. Po 40 minutach zaglądamy przez szybkę, jeśli ciasto jest przyrumienione można otworzyć piekarnik i sprawdzić patyczkiem czy jest upieczone w środku (wbijamy suchy, drewniany patyczek lub spiczasty nóż w sam środek ciasta - jeśli jest suchy, ciasto jest dobre, jeśli jest oblepiony płynnym ciastem - trzeba je dopiec kolejne 5-10 minut i potem sprawdzić).

Upieczone ciasto przełożyć na talerz i posypać cukrem pudrem.

.

Udało się?
Dajcie znać w komentarzach pod tym postem :)





7 maja 2018

Zupa szczawiowa





Targowisko, na które zazwyczaj chodzę, zostało wyremontowane kilka miesięcy temu. Teraz, kiedy handlarze mogę dumnie wykładać wiosenne warzywa w skrzynki piętrzące się przed ich straganami, wypad na targ jest dla mnie większą atrakcją, niż snucie się po zatłoczonym markecie. Wolę ten nieskoordynowany tłok, te stałe punkty programu czyli ulubiony stragan pani A, oraz alternatywny, dobrze zaopatrzony pani B. Lubię podsłuchać rozmów i plotek o nieznajomych, kiedy stoimy w kolejce i wcale nam się tak bardzo nie spieszy. Lubię ten rewir gdzie wystawiają się spontaniczni handlarze, sprzedający kwiaty i owoce z własnych ogródków. Tam zawsze coś mnie zaskoczy: bukiet pierzastego bzu w kolorze jakiego jeszcze nie spotkałam, gałązka kaliny czy bukieciki konwalii. Potem wyjmuję z płóciennych toreb swoje skarby na stół w kuchni, pośród nich są: dwa pęczki szczawiu na zupę, koperek do ziemniaków, pietruszka i jabłka na sok, rabarbar na kompot albo do ciasta. Nie dużo, maksymalnie na dwa dni. Za dwa dni znowu kupię jakiś pęczek liści i podsłucham rozmów w kolejce.






Zupa szczawiowa

składniki na 4 porcje

  • 300 g szczawiu (ok. 1,5 pęczka)
  • 2 łyżki masła
  • 1l wywaru z warzyw
  • 2 duże ziemniaki
  • 1 średnia pietruszka
  • ćwiartka średniej wielkości selera
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • sól 
  • pieprz 
  • 100 ml słodkiej śmietany
  • 2 jajka ugotowane na twardo



Szczaw płukam w misce z zimną wodą, suszę i kroję w paseczki. Młody szczaw kroję w całości razem z łodyżkami.
Ziemniaku obieram, kroję w kostkę, zalewam wodą i stawiam na średnim ogniu.
W dużym rondlu rozpuszczam masło, wrzucam posiekaną cebulę i czosnek, podsmażam na średnim ogniu, aby się zeszkliły. Wrzucam pokrojone w kostkę pietruszkę i seler. Podsmażam mieszając przez 5 minut. Dodaję pokrojone listki szczawiu, mieszam i podsmażam chwilę. Zalewam wywarem i gotuję, aż warzywa korzeniowe będą miękkie. Dodaję ugotowane ziemniaki. Blenduję na gładki krem. Podaję z jajkiem na twardo i odrobiną słodkiej śmietany.




27 kwietnia 2018

Wiosna na straganie i w kuchni

Przygotowałam dla Was listę moich ulubionych wiosennych roślin, które znajdziecie o tej porze na każdym straganie. Jeśli przyzwyczailiście się do kupowania warzyw w marketach czy dyskontach zachęcam Was do przerzucenia się na warzywniaki, osiedlowe blaszaki i stragany na targu. Tam jak na talerzu zobaczycie co jest warte uwagi o tej porze roku, a ja mam dla Was dziś także garść pomysłów "co z tego można zrobić".
Ostatnie tygodnie przednówka, w skrzynkach jabłka, coraz bardziej żółtawo-czerwone, coraz bardziej pomarszczone. Gruszki konferencje miękkie i słodkie, proszą się o to aby jeszcze chwilę nacieszyć się ich smakiem, a potem przerwa, aż do jesieni. Bulwy ziemniaków przykurzone, z grubą warstwą ziemi, w której przeleżały całą zimę. 
I pewnego dnia na jednym z moich ulubionych straganów, pośród tych bulw i przemijających jabłek pojawia się skromny stosik: 3 pęczki szpinaku, parę pęczków szczawiu i młodziutka botwinka o delikatnych listkach. Uwielbiam ten moment tak samo jak eksplozję zielonych pączków liści na gałęziach drzew.
Wczoraj kupowałam już szpinak okazały, tworzący niemal główki, jak sałata. Sprzedawany z drewnianej skrzynki wyłożonej gazetą, na kilogramy. Zjedliśmy przepyszną tartę na cieście kruchym z ciecierzycy z farszem ze szpinaku, listków pokrzywy, wędzonej ryby i oscypka. Dzisiaj jest botwinka. A więc wiosna na całego :)

Przygotowałam dla Was listę moich ulubionych wiosennych roślin, które znajdziecie o tej porze na każdym straganie. Jeśli przyzwyczailiście się do kupowania warzyw w marketach czy dyskontach zachęcam Was do przerzucenia się na warzywniaki, osiedlowe blaszaki i stragany na targu. Oczywiście nie twierdzę, że tam zawsze znajdziecie sezonowe warzywa prosto z pola, ale szansa aby dowiedzieć się skąd są, nawiązać kontakt ze sprzedawcą, czy zamówić coś specjalnego jest o wiele większa niż w markecie. Po drugie: transport i przechowywanie. Właściciele straganów sprowadzają mniej, wyrzucają mniej, mają osobisty interes w tym aby sprzedać świeże warzywa, zwłaszcza jeśli są stałymi najemcami straganu, a wy ich stałymi klientami. Przewożą towar zazwyczaj rano, w małych samochodach, które wyładowują od razu. Tam jak na talerzu zobaczycie co jest warte uwagi o tej porze roku, a ja mam dla Was przygotowaną na dziś listę z pomysłami "co z tego można zrobić".



Szpinak

Najbardziej lubię ten wczesny, z pola, sprzedawany na kilogramy ze skrzynki albo na pęczki. Nie sprawdzam certyfikatów eko, ale wystarczy porównać do ze szpinakiem baby sprzedawanym w dyskontach: ten paczkowany potrafi leżeć tydzień bez żadnego szwanku na wyglądzie, natomiast ten z targu trzeba zjeść od razu. Nie kupujcie go więc na zapas, chyba że macie zamiar go umyć, zblanszować i zamrozić.
Taki szpinak jest przeważnie przykurzony, ale mycie jest niezwykle proste - nalewam zimnej wody do dużej miski albo do czystego zlewu i wrzucam tam liście partiami, zostawiam na chwilę, aby kurz z listków odmókł, a piasek opadł na dno, a następnie myję, tak aby zanadto nie wzburzyć wody. Wrzucam do suszarki na sałatę i suszę (albo kładę na czystą, suchą ściereczkę).

Co można przygotować z takiego szpinaku?
  • surowy jako baza smoothies (najprostsze smoothie: garść szpinaku, jabłko, plasterek cytryny, kawałek imbiru)
  • surowe liście jako dodatek do kanapek i sałatek
  • duszony szpinak z czosnkiem jako dodatek do makaronu (wymieszać z odrobiną śmietany i z ugotowanym makaronem, posypać fetą albo startym parmezanem i szybki obiad gotowy)
  • duszone liście z gałką muszkatołową jako podstawa do zielonej szakszuki
  • duszony z czosnkiem z czosnkiem do naleśników i pierogów
  • wytrawną tartę ze szpinakowym farszem i np. serem pleśniowym
  • w formie zupy szpinakowej z jajkiem w koszulce albo na twardo


Szczaw

Kwaskowate listki, o orzeźwiającym smaku. Dla mnie symbol wiosny. Bardzo proste w myciu i przygotowaniu, zazwyczaj sprzedawane w pęczkach. Raczej nie do kupienia w marketach, więc staje się niezłym powodem, by wyruszyć na poszukiwanie straganów :)

Co można zrobić ze szczawiu?
  • zupę szczawiową (z jajkiem oczywiście)
  • potraktować jako dodatek do sałat i kanapek
  • przecier na zimę do zupy (wtedy zimą wystarczy odkręcić taki słoik, wlać do wywaru jarzynowego i podać ze śmietanką i jajkiem na twardo)
  • duszony szczaw jako dodatek do ryby (świetnie smakuje z łososiem)

Szparagi

Podchodzę do nich sceptycznie, choć je uwielbiam. Najlepiej kupić ze sprawdzonego źródła, mieć pewność, że pochodzą z pola. Na pewno w sezonie jest dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że będą nasączone chemią tak jak poza sezonem. Popularne w marketach i dyskontach w sezonie. Dlatego jak już je kupować i jeść, to tylko teraz. 
Bardziej bezproblemowe są te zielone - nie trzeba ich obierać, natomiast białe obieramy do wysokości główki. Zdrewniałe łodygi odłamujemy (nie odcinamy) wyginając dolną końcówkę szparaga tak, aby wyczuć, w którym momencie jest łamliwy i strzeli. 

Co można zrobić ze szparagów?
  • ugotowane podać z sosem holenderskim, jako przystawkę
  • podać owinięte w cieniutkie plasterki boczku i upieczone w piekarniku, jako przekąskę
  • zupę krem ze szparagów (przepis znajdziecie tutaj)
  • jajecznicę ze szparagami
  • ugotować na parze i pokroić na plasterki jako dodatek do sałatek (np. w takiej formie)


Botwinka

Kiedyś jej nie cierpiałam, teraz uwielbiam. Moje wiosenne must have i stały lokator warzywnej szuflady w lodówce, choć oczywiście najlepiej jej tam nie wkładać tylko zjeść od razu. Do sałatek polecam małe pęczki z malutkimi buraczkami.  
Co zrobić z botwinki?
  • klasyczny chłodnik
  • zupa botwinka ze śmietanką i jakiem
  • młode listki jako dodatek do sałat i kanapek
  • farsz z liści botwinki jako wypełniać do tarty, z dodatkiem koziego sera
  • smoothie

Rabarbar

Kiedy jabłka już się kończą, a do truskawek jeszcze trochę brakuje pojawia się rabarbar - łodyga, która zaspokaja głód na owocowe smaki. Dla mnie sentyment z dzieciństwa: uwielbiałam go jeść na surowo, maczając w cukrze. Artefaktem nie do zdobycia jest ten rubinowy: o łodygach różowych w przekroju, który po przetworzeniu zachowuje czerwono-różowy odcień (ktoś wie, gdzie można dostać go na Śląsku?)
Co można zrobić z rabarbaru?
  • crumble z imbirem
  • ciasta: ucierane, kruche, tarta
  • sorbet rabarbarowy
  • rabarbar jako dodatek do mięs, świetnie komponuje się z wieprzowiną
  • rabarbar w przetworach: powidła z rabarbaru i imbiru, przecier rabarbarowy do ciasta na zimę
  • galaretka rabarbarowa na wierzchu klasycznej panna coty. 

Szczypior, zielona pietruszka, koperek

Wszystkie natki można zasuszyć na zapas, zamrozić, ale najlepiej najeść się ich teraz w sezonie, póki są dostępne :) Kiedy natka pietruszki już pachnie, oznacza to że wiosna jest już na całego. Unikajcie pietruszki w celofanie, zawiniętej jak bukiet z kwiaciarni - zapewniam, smakuje jak dodatek florystyczny. Najlepsza jest ta z własnego/znajomego ogrodu lub ze straganu - pachnąca i delikatna. 
Do czego przyda się zielenina? Polecam zwłaszcza:

  • twarożki wiosenne na kanapki, z rzodkiewką, dymką, z koperkiem i ze szczypiorkiem
  • pastę jajeczna+ szczypior
  • jajecznicę ze szczypiorem - absolutny wiosenny "mus"
  • ziemniaki z koperkiem
  • zupę koperkową
  • smoothie z zielonej pietruszki i jabłka oraz plasterka cytryny
  • dodatek do wszelakich wiosennych zup, bez ograniczeń

Pokrzywa 

Zielenina do zebrania samemu, nic, tylko wybrać się teraz na pokrzywobranie :) Nie ma cenniejszej wiosennej zieleniny niż właśnie pokrzywa. To jest nasze polskie "superfoods", bogate w witaminy i substancje odżywcze. Teraz mamy najlepszy czas na zbieranie młodych listków, z których można zrobić następujące rzeczy:
  • ususzyć do naparów 
  • udusić ze szpinakiem i zrobić z niej tartę
  • pierogi, z farszem z dodatkiem kaszy gryczanej i czosnku
  • dodać do smoothies albo wytłoczyć sok

Na koniec: czego unikać wczesną wiosną,  z czym się nie spieszyć?

  • nowalijek - kwiecień i maj to czas kiedy rośliny dopiero zaczynają wzrastać, więc to co możemy dostać na straganie to młode listki, takie jak wyżej wymienione, natomiast rzodkiewki, ogórki, młoda kapusta - to wszystko potrzebuje czasu aby urosnąć (jeśli oczywiście chcemy dostać prawdziwie sezonowe zbiory), więc jeśli pojawia się w sklepach to na bank pochodzi z eksportu lub z uprawy bogatej w nawozy.
  • młodych ziemniaków - pierwsze młode ziemniaki z polskich pól pojawiają się najwcześniej na początku czerwca! Te które można teraz kupić za miliony monet to ziemniaki sprowadzane z Cypru albo Egiptu - jadą tysiące kilometrów, niczym owoce egzotyczne.
  • truskawek - Polskie truskawki z pola pojawiają się zazwyczaj w drugim tygodniu maja, być może w tym roku z racji tego, że kwiecień był pogodny, będą trochę wcześniej. Ale na pewno nie w kwietniu!
  • pomidorów - osobiście jestem fanką pomidorów i od dwóch lat unikam jedzenia ich poza sezonem (za wyjątkiem truskawkowych albo cherry od czasu do czasu), natomiast sezon na nie zaczyna się najwcześniej w lipcu.
  • fasolki szparagowej i młodej kapusty - to warzywa typowo letnie, pojawią się dopiero w wakacje!

Mam nadzieję, że ten przewodnik po wiosennych straganach okaże się dla Was przydatny. Będę wdzięczna za jeśli dacie mi o tym znać :)

Który z tych wiosennych hitów lubicie najbardziej? W jakiej formie? A może macie jakieś inne pomysły na potrawy z sezonowych warzyw,  o których wspominałam? Podzielcie się komentarzu :)

U.

5 kwietnia 2018

Sernik z ciemnym ciastem (Smak wspomnień)




Pamiętam odgłos odpalanego gazowego piekarnika w naszym mieszkaniu. Taki cichy, miękki wybuch, a potem jednostajne syczenie, brzęk wyjmowanych blach - to oznaczało, że albo jest sobota, albo święta, albo spodziewamy się gości i będzie ciasto.
W czasach kiedy słodycze były towarem luksusowym i trudnodostępnym każdy dom miał swój repertuar domowych wypieków na specjalne okazje i na soboty.

Sernik z ciemnym ciastem, mniej odświętny niż sernik wiedeński, był przez nas uwielbiany. Czasami jego ciemny, kakaowy wierzch był idealnie wyprasowany, czasem pękał pod wpływem temperatury tuż przy brzegach, tworząc równiutkie, sernikowe krawężniki. Czasami Mama skubała ciasto dłońmi i układała ciemne placki ciasta na serowej masie tworząc łaciaty wzór - ten był najbardziej przeze mnie lubiany, bo przypominał mi... krowę :). Ten wypiek był popularny w wielu domach w czasach mojego dzieciństwa, jednak najbardziej lubiłam oczywiście wersję mojej Mamy, bo ona robiła zawsze cieniutkie warstwy ciemnego ciasta, za to twaróg był dominującym smakiem - nie należało oszczędzać na twarogu.





Dzisiaj publikuję więc recepturę na ten sernik - jest tak prosty, że polecam go zwłaszcza początkującym cukiernikom :)

Najważniejsze to:

  • dobrej jakości składniki, zwłaszcza twaróg - świeży, tłusty, samodzielnie zmielony lub mielony zakupiony ze sprawdzonego źródła,
  • dopasowana forma: podaję przepis na 1/2 porcji sernika, bo tak ostatnio piekę ciasta (ograniczamy cukier), używając małej, okrągłej tortownicy; jeśli chcecie upiec sernik w prostokątnej blaszce lub standardowej tortownicy (24cm średnicy) trzeba podwoić ilość składników,
  • aby nie było wątpliości, że jest to SERNIK, wywałkujcie ciasto cienko (ok. 0,5cm), tak aby wewnętrzna, twarogowa część była dominująca (jakże ja nie lubię "serników" składających się z min. 50% ciasta kruchego i cienkiej warstwy sera :). Jeśli zostanie Wam trochę ciemnego ciasta możecie je zawinąć w folię spożywczą i schować do lodówki (2 dni) lub zamrażarki (do 2 tyg. czasu), a w wolnej chwili albo przy okazji powykrawać dowolne kształty i upiec najzwyklejsze kruche ciasteczka, 
  • jeśli przy wałkowaniu ciemnego ciasta macie problem z przeniesieniem go do tortownicy spróbujcie rozwałkować je między dwoma arkuszami papieru do pieczenia - łatwiej będzie przenieść ciasto z papierem i zsunąć je do formy,
  • serniki, nawet takie łatwe, warto doglądać. Ciasto mocno wyrośnie, a potem opadnie - to zupełnie normalne. Ważne żeby obserwować czy nie pęka za mocno i wtedy ew. zmniejszyć temperaturę o 5 st. C nie otwierając piekarnika,
  • sernik studzimy w piekarniku: wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i zostawiamy ciasto w środku, póki nie wystygnie. 




Sernik z ciemnym ciastem


składniki na małą tortownicę o średnicy 20cm
do standardowej blachy lub do większej tortownicy należy podwoić ilość składników


Ciemne ciasto:

  • 1,5 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki cukru
  • 100g masła
  • 1 żółtko (białko odłożyć do masy serowej)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany
Masa serowa:
  • 1/2 kg zmielonego prawdziwego tłustego twarogu (nie z wiaderka)
  • 1 jajko + 1 białko
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru

Piekarnik nagrzać do 170 st.C. Tortownicę natłuścić i wysypać bułką tartą, można też wyłożyć samo dno papierem do pieczenia, a boki posmarować masłem. 
Wszystkie składniki na ciemne ciasto zagnieść szybko i podzielić na dwie części. 
Składniki na masę serową dokładnie utrzeć mikserem. 
Połowę ciemnego ciasta rozwałkować podsypując trochę mąką stolnicę i wałek i wyłożyć dno tortownicy. Przełożyć masę serową, wierzch delikatnie przykryć drugą częścią rozwałkowanego ciasta.
Piec 1 godzinę - w połowie pieczenia sprawdzić czy sernik za bardzo nie pęka, ewentualnie zmniejszyć wtedy temperaturę o 5 st.C.
Po upieczeniu wystudzić w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach. 





31 marca 2018

Babka czekoladowa i różany lukier


 
 
Nowe życie, przełomy, zwroty akcji - niech te Święta będą okazją do dobrych przełomów - Wesołych Świąt!
  
Do życzeń dołączam przepis na babkę czekoladową, którą wykombinowałam dziś rano i myślę, że może Wam się spodobać :)
 
Babkę można polać ganach'em czekoladowym (przepis na ganache znajdziecie tutaj, można zostawić czysty ganache lub posypać go utłuczonymi orzechami laskowymi), posypać cukrem pudrem lub polukrować. 
 
 
 
 

Babka czekoladowa 

Składniki: 

  • 5 dużych jajek w temperaturze pokojowej 
  • szklanka cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 tabliczka (100g) czekolady deserowej
  • kostka (200g) masła
  • 1 szklanka mąki pszennej 
  • 1/2 szklanka mąki ziemniaczanej 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 kopiasta łyżka kakao
     
 
  
Czekoladę pokruszyć i razem z masłem rozpuścić w kąpieli wodnej (blaszaną miseczkę nałożyć na garnuszek z gotującą się wodą). Dokładnie wymieszać, aby czekolada połączyła się z masłem, lekko przestudzić.
Piekarnik rozgrzać do 170 st. C, przygotować formę na babkę: dokładnie natłuścić i wysypać bułką tartą.
Jajka i cukier ubić mikserem na wysokich obrotach. Dodać przesiane mąki: pszenną i ziemniaczaną, proszek do pieczenia i kakao, dokładnie zmiksować. Wlać czekoladę z masłem (mogą być lekko ciepłe) i zmiksować.
Ciasto od razu przelać do formy i piec w piekarniku przez 45 minut.
 
Propozycje dekoracji upieczonej babki:
- cukier puder,
- ganache czekoladowy (przepis znajdziecie tutaj ), UWAGA: Babka musi być wystudzona przed wylaniem ganache'u,
- ganache czekoladowy obsypany potłuczonymi orzechami laskowymi,
- lukier: tradycyjny (przepis na lukier znajdziecie w tym przepisie),
- lukier różany - przepis poniżej:
 

Lukier różany

 
Składniki:
 
  • 2 szklanki przesianego cukru pudru
  • sok z jednej małej cytryny
  • 1 łyżka soku z buraków (bez przypraw, 100% soku z buraków)
  • 1 łyżka wody różanej
Wszystkie składniki miksujemy mikserem na najwyższych obrotach. Jeśli lukier będzie zbyt gęsty po kropelce dodajemy wodę różaną, jeśli będzie zbyt rzadki dodajemy odrobinę przesianego lukru.
Jeśli chcecie usyskać efekt plastycznych zacieków lukier musi być na granicy płynności: lepiej dodawać powoli płynne składniki, aż z grudek zamieni się w płynną, gęstą masę.
Jeśli chcecie uzyskać efekt równo polukrowanej babki bez zacieków: lukier musi być odrobinę rzadszy.
UWAGA: lukrujemy zawsze wystudzone ciasto, w przeciwnym razie babka "wypije" lukier. 

 
 



18 marca 2018

Tort Sachera




Tort Sachera - w mojej świadomości to wykwintny wypiek. Pojawił się w rodzinnym repertuarze ciast na święta parę lat temu, kiedy moja Mama przygotowała go pierwszy raz, a ja już po pierwszym kęsie wiedziałam, że to coś wyjątkowego, na specjalne okazje.
Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy: prawie pół kilo czekolady robi swoje ;)

Trzy elementy: czekoladowe ciasto, morelowa marmolada i ganache pokrywający całość gładką, aksamitną warstwą - każdy z tych elementów jest równie ważny.

Biszkopt musi być napowietrzony, upieczony tak, aby nie był zbyt suchy.
Ganache gładki i wylany na tort od razu, gdy po wymieszaniu uznacie, że jest gotowy.

Ja niestety poczekałam z moim ganachem o tę chwilę za długo - a szkoda, bo w rondelku wyszedł idealny, aksamitny i gładki. Zamiast wylać go odważnie od razu i pozwolić, aby spłynął po bokach tortu, poczekałam, aż lekko zgęstnieje. Po wylaniu na tort zaczął szybko tężeć i zastygać na bokach, tworząc piękne, rustykalne zacieki - w przypadku innych wypieków pewnie bym tego już nie dotykała, ale bardzo chciałam mieć klasyczny tort Sachera i zaczęłam kombinować przy polewie szpatułką.. I tak się zaczęło :) W końcu chwyciłam za szprycę i wycisnęłam na wierzchu wzorek. Skończyło się na makaronikach, które dostałam na Dzień Kobiet - zrobiłam z nich puder, wstawiłam tort do lodówki i poszłam spać medytując nad tym, że czasem jedna maleńka chwila tak bardzo potrafi zaważyć na końcowym efekcie naszego projektu.






Podaję Wam przepis na ten tort - jest to receptura ze strony Moje Wypieki, jednak zmodyfikowana w zasadzie w jednym punkcie. Dla mnie kluczowym wizualnie i smakowo elementem jest pasek marmolady z moreli, dlatego uprzedzam: nie używajcie dżemu czy konfitury morelowej. To musi być twarda marmolada, czyli przetarte dokładnie owoce, na tyle odparowana z wody, aby pod ciężarem ciasta nie wypłynęły na zewnątrz i nie zniszczyły polewy z ganachu. Jako, że zima na całego i morelowe drzewka nawet jeszcze nie wypuściły swoich pączków - zamiast świeżych owoców użyłam suszonych i z nich przygotowałam marmoladę.




Tort Sachera


Biszkopt

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 125 g masła
  • 8 żółtek w temperaturze pokojowej
  • 10 białek w temperaturze pokojowej
  • szczypta soli
  • 140 g cukru pudru, lekko aromatyzowanego wanilią
  • 125 g mąki pszennej, przesianej
Marmolada morelowa
  • 200 g suszonych moreli
  • szklanka wrzątku
  • 1 łyżeczka agaru
Polewa (ganache)

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 160 g śmietany kremówki 30%




Czekoladę pokroić na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej. Osobno roztopić masło, przestudzić. 


Piekarnik nagrzać do 170 st. C. - termoobieg lub 180 st. C góra-dół. Przygotować dwie formy o średnicy 22-24 cm, ich dna wyłożyć papierem do pieczenia (piekłam tort o średnicy 22 cm). 

Do dużej miski wbić żółtka, zmiksować, a następnie wlać wystudzone masło i czekoladę, dokładnie zmiksować. Mieszanina będzie dosyć gęsta. 

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywno, uważać aby ich nie przebić. Dodać trzecią część białek do masy czekoladowej i zmiksować, aż masa stanie się nieco luźniejsza, dodać przesianą mąkę i zmiksować do połączenia składników (niezbyt długo). Szpatułką dodać pozostałe białka i wmieszać je ręcznie w ciasto.

Formy napełnić masą i piec 30-35 minut z termoobiegiem lub ok 40 minut (góra-dół). Wyjąć kiedy ciasto będzie upieczone w środku, starając się nie przeciągać zbyt długo (wtedy biszkopt będzie suchy). 

W międzyczasie przygotować marmoladę. Morele zalać w niedużym rondelku wrzątkiem, zagotować i zostawić na małym ogniu pod przykryciem na 15 minut. Zmiksować, przestudzić. Dodać agar, dokładnie wymieszać, doprowadzić jeszcze raz do wrzenia i gotować, aż masa będzie gęsta niczym puree. 

Upieczone biszkopty przestudzić, ten z najgładszym wierzchem wybrać na górę, spód ściąć delikatnie nożem, podobnie wierzch spodniego biszkoptu - aby ciasto łatwiej połączyło się z marmoladą. 
Spód umieścić w dobrze dopasowanym rancie, posmarować marmoladą, wyrównać i nałożyć wierzch. Odstawić na chwilę aby marmolada całkiem stężała (agar tężeje w temperaturze pokojowej ale można wstawić tort do lodówki aby przyspieszyć ten proces).

Kiedy tort będzie schłodzony wyłożyć go na kratkę (pod spód warto podłożyć talerz albo tacę na ściekającą czekoladę)

Przygotować ganache: do rondelka wlać śmietankę i wrzucić połamaną czekoladę. Rozpuszczać na wolnym ogniu mieszając, gdy tylko czekolada będzie już PRAWIE całkowicie rozpuszczona natychmiast zdjąć z ognia i mieszać jeszcze do całkowitego rozpuszczenia i połączenia ze śmietanką (trzymanie zbyt długo na ogniu powoduje to, że polewa zaczyna się robić gęsta i grudkowata niczym pasta). 

Natychmiast wylać na ciasto i pozwolić aby czekolada spłynęła po bokach, delikatnie wyrównać.

Czekoladę zebraną spod kratki można przełożyć do rękawa i wycisnąć wzorki, bądź bardziej tradycyjnie, napis Sacher na wierzchu.