11 grudnia 2015

Lussebullar - szafranowe bułeczki






W tym roku zima jest łagodna i ciepła, ale jej zaborczy charakter wychodzi właśnie teraz, kiedy słońca jest tak niewiele, a dzień ledwie się zaczął, już się kończy. Kiedy przychodzi świt widzę jak na jednym skraju nieba jest jeszcze granatowo i pali się kawałek księżyca oraz jakaś mocna gwiazda (bądź satelita), a na dole, od horyzontu zaczyna wlewać się fioletowo-pomarańczowy brzask. Teraz ten świt zaczyna się później, wskakuje na scenę, w ostatniej chwili, sekundę przed tym nim zgasną miejskie latarnie. I ledwie odhaczę kilka zadań z terminarza, a jedząc obiad widzę swoje odbicie w kuchennej szybie, bo znowu jest noc.

Szwedzi mają gorzej :) U nich to dopiero jest teraz ciemno. Z tej okazji od setek lat obchodzą święto, kiedyś pogańskie, potem chrześcijańskie, które symbolizuje rozświetlenie tych okropnych, grudniowych mroków. Geneza uroczystości jest dosyć zawiła i pomieszana, dosyć wspomnieć, że patronką tego dnia, bo o 13 grudnia mowa, jest chrześcijańska święta, Łucja z Syrakuz, która umarła męczeńską śmiercią za wiarę w Jezusa Chrystusa, wcześniej tracąc wzrok w dosyć drastyczny sposób. W Szwecji, w Dzień św. Łucji, dziewczynki przebierają się w białe zgrzebła przepasane taśmą bądź sznurem w kolorze czerwonym, który symbolizuje śmierć męczeńską. Niosą ze sobą światło świec i śpiewają adwentowe pieśni, a o świcie podają tace pełne żółciutkich, szafranowych bułek z rodzynkami, nazywanych Lussebullar albo Lussekatter, które Szwedzi jedzą tego dnia w towarzystwie kawy, gloggu bądź czekolady.

Ja przygotowuję ciasto na te szwedzkie bułeczki dzień wcześniej, odstawiam na noc do lodówki, tak, że rano mogę formować małe, podwójne ślimaczki z rodzynkami i podawać je od razu do porannej kawy. Możecie też wykorzystać przepis na Lussebullar w standardowy sposób, pozwalając ciastu wyrastać dużo krócej i nie w lodówce ale w ciepłym miejscu. Spróbujcie, być może zapach szafranu i kawy umili Wasz grudniowy poranek.




 

Lussebullar - adwentowe, szafranowe bułeczki na Dzień św. Łucji


15-18 sztuk
czas przygotowywania: w sumie 40 minut
czas wyrastania ciasta: całą noc lub 1-1,5 godziny
czas wyrastania uformowanych bułek: niepełna godzina
czas pieczenia: 11 minut

Składniki:
  • 3/4 szklanki mleka
  • 1/2 łyżeczki nitek szafranu
  • 75g cukru
  • 7g (1 paczka) drożdży instant
  • 500g mąki
  • 1/2 łyżczki soli
  • 1/4 kostki miękkiego masła (50g)
  • 2 kopiaste łyżki serka homogenizowanego, naturalnego
  • 2 jajka
  • rodzynki
  • oraz jajko roztrzepane z łyżką mleka do posmarowania bułeczek

Wieczorem:
Szafran roztarłam w moździerzu z łyżeczką cukru. Mleko podgrzałam w rondelku z roztartym szafranem, aż się zapieniło. Zdjęłam rondelek z ognia i zostawiłam na parę minut aby mikstura przestygła i by była ciepła ale nie parzyła w palec. Do ciepłego mleka wsypałam drożdże i zostawiłam na 10 minut.
W dużej misce wymieszałam mąkę, pozostały cukier oraz sól. Zrobiłam w środku dołek w który wlałam mleczną miksturę oraz pozostałe składniki, prócz rodzynek: jajka, masło i serek. Zagniotłam ciasto i wyrabiałam, aż było miękkie, elastyczne i gładkie, o lekko klejącej strukturze. Nie musiałam dosypywać mąki i radzę powstrzymać się z tym jak najdłużej, ponieważ ciasto na początku będzie się kleić, a w miarę wyrabiania stanie się zwarte. W razie gdyby było naprawdę luźne można dosypywać po trochu mąki (maksymalnie 40g powinno wystarczyć). Wyrabiałam ciasto ręcznie około 6-8 minut - oczywiście można to zrobić przy pomocy miksera z hakiem. Następnie włożyłam je spowrotem do miski i przykryłam folią. Ciasto odpoczywało przez noc w lodówce (lub jeśli nie chcecie go odstawiać na noc i zrobić bułki od razu to zostawcie w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, około 1-1,5 godziny).

Rano:
Ciasto przełożyłam na blat, odgazowałam i przez chwilę zagniatałam. Uformowałam długi walec z którego odcinałam po kawałku ciasta. Z takiego kawałka (ważącego ok 50-60g lub wielkości małej mandarynki) formowałam wężyk o długości ok. 20cm, a następnie zwijałam go z obu stron do środka - tak by spirala na każdym końcu była zwinięta w przeciwnym kierunku. Powstałe w ten sposób bułeczki kształtem powinny przypominać cyfrę 8, bądź zwiniętą ciasno literę S. Bułeczki przekładałam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, przykryłam folią i zostawiłam na niepełną godzinę, w ciepłym miejscu, aby podwoiły objętość.

Piekarnik nagrzałam do 210 st. C. Wyrośnięte bułki posmarowałam rozmąconym jajkiem, a w środek każdej spirali mocno wcisnęłam rodzynkę. Piekłam bułeczki 11 minut. Po wyjęciu z piekarnika trzeba poczekać 5 minut, a potem można jeść :-) Są doskonałe do kawy albo gorącej czekolady.












Początkowo korzystałam z przepisu SimplyRecipes, jednak zmodyfikowałam go na swoje potrzeby.

4 komentarze:

Na pałeczkach pisze...

Przecudne :) Na pewno wypróbujemy :)

Aaricia pisze...

Dziękuję! :)

Majana pisze...

Piękne bułeczki. Delikatnie wyglądają i bardzo smacznie.
Śliczne zdjęcia. Pozdrawiam!:)

Aaricia pisze...

Majano, dziękuję za ciepłe słowa, pozdrawiam!