25 grudnia 2008

Piernikowe Atelier

Kuchenna pracowniaMoje wariacje nt piernikowego aniołka
Polubienie pierników zajęło mi kilkanaście lat. Może gdybym od początku próbowała tych prawdziwych, gdybym wiedziała jak powstają to szybciej bym je polubiła.
Bo same w sobie pierniki nie należą do mojej strefy smakowej - są to ciastka ostre z natury, o bardzo wyrazistym smaku, dosyć ciężkim i bezkonkurencyjnym.
W tym roku poznałam się z piernikami pierwszy raz osobiście. Sama robiłam ciasto kilka miesięcy wcześniej - rozpuściłam miód, cukier i tłuszcz w wielkim rondlu, leniwie mieszając wpatrywałam się w złocisty płyn słuchając rozmowy męża z naszymi przyjaciółmi. Był jesienny, październikowy wieczór, w naszej brzydkiej i ciasnej kuchni unosił się wyrazisty zapach korzennych przypraw i równie ostrej dyskusji.
Kiedy wsypywałam mąkę i zagniatałam lepkie ciasto myślałam o mojej piernikowej inwestycji, która miała dojrzewać schowana w czeluściach lodówki przez kolejne tygodnie. Myślałam o tym jakie będą te święta, ta wigilia. Do tej pory wszystkie były błogosławione, Bóg pozwolił abyśmy co roku spotykali się w pełnym składzie odkąd pamiętam: ja, moja siostra, rodzice i dziadkowie od strony mamy. Dwa lata temu dołączyli do nas mój mąż ze swoją mamą ale to ten, 2008 rok był pierwszym od kilkunastu lat takim wyjątkowym, kiedy do wigilijnego stołu mogliśmy dostawić fotelik naszej malutkiej córeczki.
Jest coś wzniosłego w rzeczach skrajnych: tych pierwszych i ostatnich, szczególnie zaś w pierwszych o ile uświadomimy sobie to odpowiednio wcześniej.
Ja przywiązuję do tego ogromną wagę, trzymam głęboko w sercu te najważniejsze premiery. Dlatego tak wzruszające są te święta, pierwsze takie rodzinne bo z dzieckiem ale i pełne niedoskonałości, choćby jak ta nasza choinka, której miało w ostatniej chwili zabraknąć i której za żadne pieniądze nie dało się już u nas kupić w przeddzień wigilii. Nie zapomnę nigdy mojego męża, który w Wigilijny poranek gdzieś w pobliskiej kwiaciarni odkupił "wystawową", maleńką i przerzedzoną choineczkę, na drewnianym zgrzebnym stojaku, taką skromną i wzruszającą.
Cieszę się już tymi wspomnieniami: córeczką wpatrzoną w tą skromną choinkę, ciepłem wigilijnego wieczoru, radością z jaką pakowałam w paczuszki ozdobione pierniki, by wieczorem, po kolacji wręczyć je tym, których kocham..


Pieczenie i zdobienie pierników to praca tak wdzięczna, że moim zdaniem zasługująca na wyjątkowe miejsce w kanonie rodzinnych tradycji. Na ten moment kuchnia zamieniła się w prawdziwą pracownię rzemieślniczą i choć jestem w tej dziedzinie debiutantką to już zdąrzyłam się baardzo polubić z piernikami :)



Pierniki (ciasto dojrzewające)
przepis podany przez Silije

1 kg mąki
1/2 litra miodu
2 szklanki cukru
1 kostka smalcu
1/2 szklanki mleka
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
3 jajka
szczypta soli
1 torebka gotowej przyprawy do pierników
plus dodatkowo: imbir, cynamon, gałka muszkatołowa, kardamon, mielone goździki

Do dużego rondla włożyłam miód, cukier i tłuszcz i postawiłam na małym ogniu aby składniki się rozpuściły i utworzyły jednolitą, złocistą masę. Następnie zdjęłam z ognia i pozwoliłam aby masa ostygła. Dodałam mąkę, jajka, sodę rozpuszczoną w chłodnym mleku, szczyptę soli oraz przyprawy. Zagniotłam lepkie ciasto rękoma i przełożyłam do miski. Owinęłam folią, w której zrobiłam kilka dziurek i odstawiłam na 2 miesiące (minimum to 4 tygodnie).
Kiedy ciasto dojrzewa staje się zwarte i przestaje się tak bardzo kleić.
Przed pieczeniem wyjęłam je z lodówki, rozwałkowałam i wycinałam foremkami pierniczki, które następnie piekłam w temperaturze 180 st. przez 10-15 minut.
Po wyjęciu z pieca pozwalałam aby lekko stygły i tężały na blaszce, a następnie studziłam ostatecznie na kratce.
Część dekorowałam od razu lukrem zrobionym ze szklanki przesianego cukru pudru marki Kupiec (podaję markę, bo to jedyny cukier puder, który w postaci lukru nie odpada i nie kruszy się tak bardzo) i jednego białka. Całość ubijałam 15 minut, aby lukier był gładki i błyszczący.
Już teraz wiem, ze kolejne, przyszłoroczne pieczenie pierników, będzie świetną zabawą dla naszej całej rodziny :)

4 komentarze:

Tilianara pisze...

Aaricio, tak bardzo cieszę się że udało się z choinką i że te pierwsze tak rodzinne Święta się udały, byłe ciepłe i bliskie, a pierniczki wyszły cudownie :))) Też piekłam właśnie te pierniczki, tylko że w postaci blatów i przełożyłam je nadzieniami, więc wiem, że musiały zawładnąć Waszymi podniebieniami :)

Jeszcze raz, tego drugiego dnia Świąt życzę Ci Aaricio wspaniałych Świąt i każdego dnia po nich, życzę tego zarówno Tobie jak i Twojej rodzinie :* Cieszę się, że jesteś tutaj z nami, bo tak wspaniale jest zaglądać do Ciebie :)))

margot pisze...

Ślicznie tu u Ciebie ....ślicznie i wzruszająco

majana pisze...

Jakie sliczne są Twoje pierniczki! :)) Pozdrawiam serdecznie.

Ania pisze...

strasznie spodobła mi się ta nazwa (o pierniczkach nie wspomnę:) "piernikowe atelier".