15 października 2008

Cytrynowy pudding ryżowy i zapiekane śliwki


Kilka lat temu przyglądając się mojemu miotaniu się po kuchni moja mama stwierdziła, iż pod względem temperamentu kuchennego przypominam jej pewną brytyjską damę, gotującą przed kamerą i pokazywaną w tvn style- chodziło jej o Nigellę. Robiłam wtedy jakąś zapiekankę ziemniaczaną "na szybko", wkładając masę energii w to aby było pięknie i smacznie, mimo ubóstwa składników w owej zapiekance, a Nigelli nigdy w życiu nie widziałam. Choć minęło wiele czasu to pamiętam ciągle zapach rozmarynu jaki unosił się wtedy w powietrzu..Ale też myślę, że wiele się zmieniło: ja trochę ochłonęłam w sztuce kulinarnej, poczułam sie bardziej pewnie, a do gotowania i pieczenia podchodzę z taką samą, jak nie większą pasją. Jednak trochę się uspokoiłam i nie miotam się już tak bardzo. Ceniąc sobie czas poświęcany na kuchenną pracę twórczą staram się nią delektować, precyzyjnie i spokojnie odmierzając składniki, mieszając, próbując, słuchając bulgotu sosów i skwierczenia mięsa w piekarniku, podglądając kiełkujące w górę bułki przez szybkę piekarnika pozwalam aby błogość wypełniała mnie po brzegi. No, chyba że czas nagli a głodni goście są coraz bliżej!
Od czasu pamiętnej zapiekanki przybyło mi też lat, upiekłam pierwszy, drugi i kilkadziesiąt kolejnych chlebów, wypróbowałam mnóstwo przepisów, no i zobaczyłam w końcu Nigellę w akcji. Czy jest jakieś podobieństwo w sposobie pracy? Ja wiem? Może faktycznie to niezmącone troską o porządek radosne pichcenie..
Widzę natomiast, że przepisy i pomysły na dania i desery, wybierane przez Nigellę bardzo przemawiają do mojej wrażliwości smakowej: proste połączenia smaków, oparte na podstawowych, klasycznych i dobrej jakości produktach, umiłowanie przyjemności przygotowywania i konsumowania do tego stopnia, że rzadko kiedy przepis każe spędzić w garach więcej czasu niż wart jest tego efekt końcowy. To jest bardzo ważne.
Dostałam na ostatnie urodziny książkę "Lato w kuchni przez okrągły rok" (co można w mojej kuchni łatwo zauważyć gdyż ostatnio mam manię testowania wszystkich przepisów z niej po kolei) w której Nigella podaje przepis na prosty, cytrynowy pudding ryżowy - rarytas dla wielbicieli cytryn, takich jak ja.
To jest dla mnie prawdziwa alchemia - banalne, zawsze dostępne w domu składniki takie jak ryż, mleko, cytryna, cukier, śmietanka, trochę gotowania i odrobina mieszania - powstaje coś tak pysznego, aksamitnego w smaku, że po spróbowaniu łyżeczki już pożałowałam chwili kiedy ten deser zniknie. I choć podałam go z zapiekanymi w piecu śliwkami (śliwki ułożone w naczyniu żaroodpornym, posypane cukrem, zapiekane 20minut w temp. 200 st. Celsjusza) to uważam, że te śliwki to sobie można odpuścić.


Cytrynowy pudding ryżowy

100 g ryżu krótkoziarnistego
skórka starta z dwóch cytryn
sok z 1 cytryny
1 litr tłustego mleka
3 łyżki drobnego cukru
250 ml smietany kremówki dobrej do ubijania
kilka kropli olejku cytrynowego

Do dużego rondelka o podwójnym dnie wsypałam ryż i skórkę i zalałam całość mlekiem. Doprowadziłam do wrzenia, natychmiast zmniejszyłam ogień na najmniejszym palniku do minimum, położyłam na nim obręcz na której postawiłam garnek (aby jeszcze dodatkowo zmniejszyć ciepło).

Z pergaminu do pieczenia wycięłam kwadrat o przekątnej równej średnicy garnka i pozaginałam rogi kwadratu do środka tworząc taki jakby latawiec. Położyłam go na powierzchni gotującego się mleka i delikatnie odgięłam rogi, tak aby dotykały ścianek garnka - ten zabieg zapobiega powstawaniu paskudnego kożucha na puddingu. Ryż gotowałam 40 minut, przy czym ostatnie 10 minut często zaglądałam do garnka sprawdzając czy pudding się nie przypala.
Następnie zdjęłam garnek z ognia (pergamin odłożyłam na bok), dodałam cukier i wymieszałam z ryżem. Odstawiłam na kilka minut (5-10min) aby całość przestygła zanim dodałam sok z cytryny (wcześniej, kiedy jest gorący może się zważyć). Po dodaniu soku wymieszałam raz jeszcze, przełożyłam do miski, przykryłam tym pergaminem używanym wcześniej przy gotowaniu i pozwoliłam puddingowi ostygnąć. Włożyłam do lodówki, a kiedy zrobił się całkiem zimny dodałam do niego gęstą, ale niezbyt sztywno ubitą śmietanę z kilkoma kroplami olejku cytrynowego. Delikatnie i dokładnie wymieszałam.

3 komentarze:

Tilianara pisze...

Mniam ... wygląda smakowicie. Uwielbiam wszystkie cytrynowe desery, a do tego ostatnio mam wielką ochotę na śliwki - substytuty szczęścia. Fajnie gdy w jednym deserze można połączyć wiele lubianych smaków :)

Jools pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Liska pisze...

No tak, jesli chodzi o chaos w kuchni, to również przypominam Nigellę ;-) Moja kuchnia po gotowaniu niestety przypomina pobojowisko, choć usilnie pracuję nad tym, żeby być przynajmniej tak porządna jak Delia Smith ;-)