18 sierpnia 2017

3 sposoby na: placki owsiane

 


Są jak lembasy, elfickie bochenki chleba na przetrwanie. Uniwersalne, zdrowe i łatwe w przygotowaniu. W jednym placku owsianym można zmieścić wszystkie makroskładniki jakich potrzebujemy na śniadanie: węglowodany, białko, tłuszcz. Takie właśnie są: napakowane białkiem, dobrymi węglami, usmażone na odrobinie oleju, oliwy (można je także upiec). Można im sypnąć trochę superfoodowego ziarna takiego jak siemię, chia, doprawić cynamonem bądź wanilią.
Ważne żeby nie dodawać cukru, bo po co. Można je dosłodzić owocami położonymi na wierzchu, dojrzałym bananem, ewentualnie odrobiną miodu lub innego słodu.

Placki owsiane, bo o nich dzisiejszy post, jadłam codziennie kiedyś kiedy miałam siłę i czas trenować crossfity. Mają dużo białka, niektórzy sypią do nich jeszcze jakieś cudowne proszki ze sklepów dla pakerów, ale ja jestem za tym, aby trzymać się natury, na ile to możliwe. Kulturystką nie będę, ale teraz wracam do siebie, bo po trzeciej ciąży i z 40stką na karku nie służą mi już gofry na śniadanie, oj nie, a croissanty zostawiam naprawdę na wyjątkowe okazje :) Trzeba się z tym pogodzić i cieszyć się dobrym, zdrowym jedzeniem, tym bardziej, że placki owsiane mogą być czarujące z wyglądu.

Kiedy w ciąży miałam cukrzycę ciężarnych ratowały mnie przed rzuceniem się na chleb, którego zabroniła mi lekarka. Dla osób z zapotrzebowaniem na białko w diecie mogą być właśnie dobrym rozwiązaniem, które syci, w którym można przemycić len, czarnuszkę, chię, albo porcję medycznego białka.

Największa zaleta dla mnie to fakt, iż moje dzieci je lubią. Więc kiedy mają już dosyć owsianki dla odmiany robimy placki owsiane (albo smażymy je w gofrownicy aby były jeszcze bardziej atrakcyjne).


 

 

Placki owsiane - wersja neutralna

porcja na 1 osobę: 

1/2 szklanki płatków owsianych
2 jajka
dowolne ziarna: chia (max. 1 łyżka), świeżo zmielone siemię
szczypta soli
olej kokosowy bądź masło klarowane

dodatki na słodko albo na słono wedle uznania


Płatki wkładam do wysokiego kubka i mielę blenderem ręcznym, dodaję jajka, ziarna, sól, miksuję.
Na patelni rozgrzewam olej, nakładam łyżką porcje placuszków i smażę z dwóch stron na złoto. Gdy naleje mi się za dużo oleju na patelnię odsączam na ręczniku. Podaję na słodko z jogurtem i owocami lub jem na słono z hummusem, pastami twarogowymi albo po prostu z serkiem i pomidorem, tak jak kanapkę.


Placki owsiane z bananem na słodko

porcja na 1 osobę: 

1/2 szklanki płatków owsianych
2 jajka
1/2 dojrzałego banana
łyżka zmielonego siemienia
szczypta cynamonu
szczypta soli
opcjonalnie: dowolne ziarna
olej kokosowy bądź masło klarowane

do podania:
jogurt grecki
owoce sezonowe

Płatki wkładam do wysokiego kubka i mielę blenderem ręcznym, dodaję banana, jajka, cynamon, siemię, ziarna, sól, miksuję.
Na patelni rozgrzewam olej, nakładam łyżką porcje placuszków i smażę z dwóch stron na złoto. Gdy naleje mi się za dużo oleju na patelnię odsączam na ręczniku. Podaję z jogurtem i owocam.


Omlet owsiany:

porcja na 1 osobę: 

1/2 szklanki płatków owsianych
3 jajka
szczypta soli
olej kokosowy bądź masło klarowane

do podania:
coś słodkiego: 1/2 banana lub łyżeczka miodu/słodu ryżowego/syropu z agawy
owoce i ew. jogurt

Płatki owsiane miksuję blenderem ręcznym na drobną mąkę.
Oddzielam białka od żółtek, białka ubijam ze szczyptą soli na sztywno, dodaję po jednym żółtku i ubijam dalej. Dosypuję mąkę owsianą i mieszam szpatułką (nie miksuję). Rozgrzewam tłuszcz na patelni i wylewam masę, rozprowadzając równomiernie. Smażę omlet na bardzo małym ogniu aż będzie złoty, odwracam dwoma szpatułkami bądź przy pomocy talerza i smażę jeszcze chwilę z drugiej strony, aż będzie rumiany.
Przekładam na ciepły talerz i dekoruję owocami.



1 marca 2016

Makaron soba z dymką i sezamem




Mimo, że dzisiaj śnieżyca, cieszę się z 1 marca, bo to oznacza, że wiosna prędzej czy później musi przyjść! Wiosna to dobry czas na to, żeby zasadzić coś nowego - zrobiłam to w wirtualnym świecie i przedwczoraj zainstalowałam sobie malutki sklep (link w menu górnym i tutaj), w którym chcę wystawiać swoje akwarele, oczywiście związane z jedzeniem, kulinariami i roślinnymi historiami, a z czasem być może i inne "okołokulinarne" rzeczy, użytkowe i dekoracyjne, kto wie co z tego będzie :)








Rano przesadzałam kwiatki i robiłam zdjęcia urzekającej trójce kuzynów: hiacyntom, tulipanom i cebulce dymce. W kuchni zapachniało wiosennym aromatem cebulowych sadzonek i ziemią.

Zapach makaronu gryczanego też jest ziemisty. Przypomniałam sobie danie, które kiedyś często jadałam, a zaczerpnęłam je z książki Nigelli Lawson "Lato przez okrągły rok". Tę książkę dostałam na urodziny w czasie, gdy zaczynałam pisać tego bloga, a więc mam do niej duży sentyment. Potrawą o której wspomniałam był zaś prosty makaron soba z dymką i prażonym sezamem.

Właśnie to danie: brunatny, gryczany makaron ze słodko-kwaśnym, delikatnym sosem, z powtykanymi tu i ówdzie kawałeczkami zielonej dymki, posypany nasionami - to mój tegoroczny symbol przedwiośnia, ogródków, kiełkowania, sadzenia, budzenia się do życia! To co najbardziej lubię w tej porze roku to właśnie ten moment zawieszenia, kiedy z buro-brunatnych gałęzi czy szarej ziemi nagle wyłaniają się kropki zieleni, dając znać całemu światu, że zima się skończyła.  Z tym kojarzy mi się mój dzisiejszy lunch :)








Przepis nieco zmieniłam, podwajając proporcje sosu, ponieważ lubię jak jest go więcej.

Makaron Soba z dymką i sezamem

Składniki na 2 duże porcje lub 4 dodatki/przystawki (polecane zwłaszcza do ryby)

  • 300g makaronu soba 
  • 4 dymki
  • 3 łyżki sezamu
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki octu ryżowego
  • 5 łyżek sosu sojowego
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • sól

Makaron ugotować w posolonej wodzie, odcedzić i przelać zimną wodą.
Biały sezam uprażyć na patelni (ja użyłam czarnego, nieprażonego).
W dużej misce wymieszać miód, ocet ryżowy, sos sojowy i olej. Dymki posiekać, wrzucić do miski z sosem, dodać odcedzony makaron i wszystko delikatnie wymieszać. Posypać całość sezamem (ja posypałam go jeszcze szczyptą białego maku). Ten makaron jest bardzo dobry nawet po kilku godzinach w lodówce.



28 lutego 2016

Tarta z burakami i kozim serem


Burak i kozi ser to dosyć powszechne połączenie, nie mniej jednak bardzo smaczne dlatego dosyć często pojawia się w mojej kuchni, w sałatkach, na kromkach chleba i na grzankach albo w tarcie, jak w tym przypadku. Świetnym uzupełnieniem tego duetu jest karmelizowana cebula z octem balsamicznym (przepis podawałam już przy okazji drożdżówek wytrawnych tutaj) oraz obowiązkowo świeżo ubity pieprz czarny. Na wierch tarty, już po upieczeniu położyłam wyłuskane orzechy włoskie, listki pietruszki i kolendry - tę ostatnią szczególnie lubię w takim zestawie.
Do tarty można wykorzystać zwyczajne ciasto kruche (przy kolejnej tarcie podzielę się moim przepisem na najzwyklejsze ciasto kruche do tarty). Tym razem jednak użyłam bezglutenowego kruchego ciasta z mąki z ciecierzycy, na które przepis jest od wczoraj na moim blogu.

To nie jest przepis na szybkie danie. Jednaj jeśli zawczasu przygotujecie ciasto na tartę (spód do tarty można upiec wcześniej i zostawić w formie, jedynie wyjąć obciążenie z fasoli), upieczecie buraki i przygotujecie karmelizowaną cebulę to w zasadzie zostanie Wam tylko czas oczekiwania na upieczenie farszu.




 

Tarta z burakami i kozim serem

Składniki na jedną wysoką tartę (6-8 porcji) średnica 22 cm wysokość 6 cm
  • wstępnie podpieczony spód z kruchego ciasta (przepis na wersję bezglutenową tutaj)
  • 500g upieczonych buraków (wyszorowane buraki zawijam w folię i piekę w temp. 180 st.C przez 1-2h, w zależności od wielkości)
  • 250g koziego sera (najlepiej w roladce, ew, twardy, w przypadku użycia twarożku koziego wybierzcie ten który ma jak najmniej niepotrzebnych dodatków)
  • 100g ricotty
  • 100ml śmietanki 30% lub w lżejszej wersji jogurtu naturalnego
  • 4 jajka
do karmelizowanej cebuli
  • 4 szalotki lub 2 duże cebule
  • łyżka octu balsamicznego 
  • 1 łyżka oliwy
  • płaska łyżka cukru trzcinowego
  • gałązka tymianku
do podania:
  • 2 łyżki uprażonych orzechów włoskich
  • garść listków pietruszki
  • garść listków kolendry
  • sól
  • świeżo mielony lub młotkowany pieprz czarny

Karmelizowaną cebulę można przygotować w czasie gdy ciasto na tartę się chłodzi. Obieramy szalotki lub cebulę i kroimy w piórka/półplasterki. Mieszam w rondlu z oliwą i podsmażam na średnim ogniu aż się zeszkli, doprawiam szczyptą soli, tymiankiem i smażę przez 15 minut, mieszając aby się nie przypaliła. Dodaję ocet i cukier, mieszam dokładnie i duszę na najmniejszym ogniu jeszcze 20 minut. Odstawiam.

Wystudzone buraki obieram ze skórki i kroję na cienkie plasterki.
Do miski wbijam jajka, ubijam je rózgą, dodaję ricottę, śmietankę lub jogurt. Odkładam 1/5 części sera koziego, resztę wrzucam do miski - jeśli jest w roladce to rozgniatam go widelcem, jeżeli twardy to najpierw ścieram na tarce. Przyprawiam solą, pieprzem i dokładnie mieszam.

Na dno wystudzonej skorupy z ciasta do tarty wylewam trochę masy jajeczno-serowej, układam warstwę buraków, ponownie wylewam warstewkę masy i tak na przemian, aż wszystkie buraki będą ułożone w skorupie. Na wierzch wylewam resztę masy jajecznej i rozkładam karmelizowaną cebulę. Posypuję grudkami odłożonego wcześniej sera koziego, posypuję jeszcze odrobiną pieprzu i wkładam na piekarnika nagrzanego do 180 st. C (plus termoobieg) na minimum 40 minut, lub do momentu aż masa jajeczna zetnie się w środku tarty. Trzeba tego pilnować, ponieważ czas zależny jest od ułożenia składników i wysokości tarty - moja piekła się prawie godzinę, 10 minut przed końcem dopiero się "podniosła" - był to znak, że masa jajeczna w środku się ścięła, urosła i wiedziałam że zaraz będziemy jeść :)
Po wyjęciu z piekarnika dobrze odstawić ją na parę minut. Przed podaniem posypać orzechami włoskimi oraz listkami kolendry i pietruszki. Można dodatkowo skropić octem balsamicznym lub podać z sałatą (zimą polecam roszponkę :) z kwaśnym vinegretem.




27 lutego 2016

Bezglutenowe ciasto kruche




Mam taką szafkę, w której trzymam tylko mąki. Jak pewnie łatwo się domyślić, pod ręką, na przedzie stoją mąki pszenne: chlebowa, luksusowa, razowa oraz orkiszowa. Zaraz obok żytnie: chlebowa i razowa. Tych mąk używam najczęściej, ponieważ piekę pieczywo kilka razy w tygodniu. Mąki ziemniaczanej nie używam zbyt często, ale nauczona jestem jeszcze z domu, że nie może jej nigdy zabraknąć w kuchni, w razie "czego". Natomiast dużo częściej używam mąki owsianej - do omletów śniadaniowych, placków owsianych i gofrów oraz mąki gryczanej - do galletes (naleśników), które robi się tak szybko, a napakowane dowolnym farszem z lodówki mogą stanowić całkiem fajny i szybki obiad.
Tymczasem w czeluściach szafki schowane są te mąki, które kiedyś kupiłam i używam sporadycznie lub wcale. Z amarantusa. Kokosowa. I mąka z ciecierzycy - żałuję, że tak długo czekałam aby jej użyć. Gdybym tylko wiedziała jak dobre będzie kruche ciasto z jej udziałem...



 

Bezglutenowe ciasto na wytrawną tartę / quiche


Składniki na 1 spód / 8 porcji
- do wysokiego quiche: 22cm średnicy i 6 cm wysokości
- lub do niskiej i dużej tarty: 28cm średnicy i 3 cm wysokości

  •     300g mąki z ciecierzycy
  •     2 kopiaste łyżki mąki kukurydzianej
  •     180g zimnego masła
  •     1 żółtko
  •     pół łyżeczki soli
  •     ew. łyżka lodowatej wody

Mąki siekamy z masłem i solą, dodajemy żółtko i wyrabiamy szybko ciasto aż będzie jednolite, w razie potrzeby dodajemy kilka kropli lodowatej wody, formujemy dysk i zawijamy w folię spożywczą. Wkładamy na 40-60 minut do lodówki.

Wyjmujemy z lodówki i rozbijamy najpierw wałkiem jeśli będzie bardzo twarde a następnie wałkujemy na grubość ok. 1 cm - to ciasto jest przyjemnie kruche ale tez bardzo sypkie, dlatego lepiej nie wałkować go tak cienko jak ciasto z mąki pszennej.

Wykładamy nim formę: dno oraz boki i nakłuwamy. Wykładamy papierem do pieczenia i obciążamy np. suchą fasolą. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C (termoobieg) na 15 minut.

Po upieczeniu bardzo delikatnie zdejmujemy obciążenie i napełniamy dowolnym farszem.

 

WARTOŚCI ODŻYWCZE W 1 PORCJI (bez farszu): 334 kcal / Białko: 9g / Węglowodany: 25g / Tłuszcze: 22g



 

26 lutego 2016

Pudding chia i granola




To nie jest wpis sponsorowany, a post w którym chciałabym się podzielić swoją radością wygranej w konkursie Wedla. Co prawda rozstrzygnięcie było już ponad 2 miesiące temu, ale w międzyczasie każdy inny wpis wydawał mi się taki ważny do wrzucenia, że odkładałam to cały czas na następny raz.

Nigdy wcześniej nie udało mi się wygrać dużej nagrody w żadnym konkursie. Aż do przełomu listopada i grudnia ubiegłego roku, kiedy splot okoliczności sprawił, że miałam akurat luźne przedpołudnie i ochotę na zrobienie bałaganu w kuchni, a natknęłam się tego poranka także na konkurs Wedla w którym do wygrania było moje marzenie - mikser Kitchen Aid - więc była okazja, aby połączyć przyjemne z pożytecznym.
Jako że danie musiało spełniać kryteria następujące: 
- być śniadaniem
- mieć w składzie czekoladę lub inny produkt Wedla
- i być autorskim pomysłem
postanowiłam połączyć moje ulubione śniadaniowe smaki z ostatnich miesięcy, czyli granolę i pudding chia. Na dodatek absolutnie wszystkie składniki miałam w spiżarni! Mimo, że byłam zadowolona z efektu, bo tego dnia nawet słońce mi sprzyjało kiedy robiłam zdjęcia (z synkiem w chuście, na plecach) nie wierzyłam w wygraną ponieważ przepisów było w dniu zamykania zgłoszeń ponad 700. Kiedy przypomniałam sobie tydzień potem o tym konkursie i zobaczyłam na stronie w zwycięskiej galerii swoje zdjęcie z radości skakałam i śmiałam się, a moje dzieci przerażone płakały, widząc swoją matkę w zupełnie nie spotykanym wcześniej wydaniu :) Musiałam powściągnąć emocje, a potem jeszcze wykazać odrobinę cierpliwości czekając na wymarzony sprzęt. W dniu Sylwestra dotarł, zaraz przed wyjściem na imprezę, i, uwierzcie mi, miałam szczerą ochotę piec chleby i bułki, zamiast tańczyć.



Przepis może wydawać się skomplikowany, i to jeszcze na śniadanie. Nic bardziej mylnego. Granolę można zrobić w większej ilości i przechowywać w słoiku, naprawdę się to opłaca, tym bardziej jeśli dysponujecie 2 dużymi blachami w piekarniku. Składniki granoli także mogą być dowolne: ważne aby było trochę płatków (owsianych, żytnich, orkiszowych itp), trochę tłustych składników takich jak dowolne orzechy, pestki, kokos, opcjonalnie coś słodzącego i spajającego - dowolny syrop - ja na co dzień używam na zmianę syropu z ryżu, daktylowego lub klonowego. Ostatnim składnikiem, który warto dodać aby granola była aromatyczna jest olej kokosowy. Ja dodatkowo lubię jeszcze kiedy pośród dużych elementów granoli jest coś malutkiego, graficznego jak kropka nad "i" (skrzywienie zawodowe) jakieś małe nasionka jak naprzykład chia, mak lub, jak w tym przypadku popping z amarantusa, który pięknie się zezłocił w piekarniku. Taka granola to pyszne i świetne śniadanie, z dodatkiem jogurtu lub mleka (np. owsianego).
Pudding chia także można zrobić wieczorem, przed spaniem, czasami tak robię - zalewam nasionka w słoiku mlekiem lub wodą, po 15 minutach potrząsam mocno aby równomiernie napęczniały i zostawiam w lodówce do rana.
Gruszka i jogurt to dodatki w tym zestawieniu, nie obowiązkowe ale bardzo miłe w smaku :)



 

Czekoladowy pudding chia z gruszką i pieczoną granolą 

Składniki na 2 porcje 
 Pudding:
  • 40g czekolady gorzkiej startej na tarce o drobnych oczkach
  • 2 łyżki nasion chia (szałwii hiszpańskiej)
  • 1/2 szklanki mleka ryżowego (lub migdałowego/owsianego)
 Granola i gruszka:
  • 1 garść poppingu z amarantusa
  • 1 garść nasion słonecznika
  • 1 garść pestek dyni
  • 1 garść jagód goji
  • 1 garść płatków kokosowych
  • 1 garść orzechów laskowych
  • 2 łyżki syropu daktylowego (może być również z agawy albo z ryżu)
  • duża, miękka gruszka obrana ze skórki i pokrojona w kostkę
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • oraz do podania mały kubek jogurtu naturalnego

Czekoladowy pudding chia:
Do ćwierćlitrowego słoiczka wsypujemy starta czekoladę, zalewamy 2 łyżkami wrzątku, zakręcamy i wstrząsamy słoikiem, aż mieszanina się rozpuści. Dolewamy mleko roślinne, wsypujemy nasiona chia, zakręcamy i ponownie wstrząsamy. Odstawiamy na 15 minut, po tym czasie wstrząsamy i zostawiamy na kolejne 15 minut. Można to zrobić wieczorem, aby rano pudding był gotowy.

Duszona gruszka:
W międzyczasie pokrojoną gruszkę wrzucamy do rondelka, dodajemy łyżkę syropu daktylowego i łyżkę wody. Dusimy na wolnym ogniu, aż owoc całkowicie się rozpadnie, w zależności od dojrzałości gruszki - 10-15 minut, po tym czasie gruszka powinna mieć postać delikatnego dżemu.

Pieczona granola:
Do miski wrzucam wszystkie sypkie nasiona i orzechy, dodaję rozpuszczony olej kokosowy i mieszam. Wykładam na patelnię i prażę na średnim ogniu, uważając aby granola się nie przypaliła. Pod koniec dodaję syrop daktylowy i mieszam, aż całość poskleja się w nieregularne grudki.
Zazwyczaj granolę przygotowuję w dużych ilościach w piekarniku - jeśli chcesz zrobić od razu zapas na dłużej zmultiplikuj proporcje, wymieszaj ziarna i orzechy z olejem i syropem w misce i przełóż je na wyłożoną papierem do pieczenia blachę, a następnie wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 st.C na 20-25 minut. Pamiętaj aby od czasu do czasu granolę przemieszać!

Do 2 szklanek przekładamy pudding, następnie nakładamy po łyżce duszonej gruszki, po 2 łyżki jogurtu naturalnego. Na wierzchu układamy przestudzoną granolę.