15 stycznia 2018

Kulinarna fotografia w 2017 - podsumowanie



Zastanawiałam się jakiego klucza użyć, aby zebrać parę zdjęć z 2017 w podsumowanie. Czy był to rok nowych receptur, kreatywnego poszukiwania nowych smaków? Buszowania w książkach kucharskich? Niestety nie. Sprawy osobiste potoczyły się tak, że w pierwszej połowie byłam mało aktywna, zarówno na blogu, jak i na Instagramie, przygotowując się do porodu. W okolicach maja postanowiłam na dobre wrócić do codziennego rytmu uzupełniania mojej Instagramowej galerii (jeśli jeszcze nie odwiedziliście mnie w tamtym miejscu to zapraszam: www.instagram.com/ulade.foodnotes).
W lecie postanowiłam zrobić porządek z blogiem, który zaginął w czeluściach internetu - udało mi się go przywrócić, niestety bardzo duża część przepisów zaginęła bezpowrotnie.
Jesienią fotografia kulinarna to była moja odskocznia od poważnych burz jakie napotkały życie naszej rodziny, a zimą stała się pamiętnikiem - za każdym zdjęciem, jak za tajemniczym lustrem widzę tamten letnio-jesienny okres, wolniej płynące dni i to co miałam w sercu w tamtym czasie, kiedy żegnałam moją Mamę.









Postanowiłam jednak oszczędzić Wam bardzo osobistych wynurzeń - w końcu to blog kulinarno-fotograficzny - i podejść do podsumowania z innej strony. Ponieważ najbardziej aktywna jestem na Instagramie, toteż pod koniec roku użyłam aplikacji BestNine, aby zobaczyć 9 moich najpopularniejszych, instagramowych zdjęć 2017 roku. Tym samym prezentuję je dzisiaj tutaj dla Was - w pełnej okazałości, bez kwadratowego kadru, z moim komentarzem. Przy tych fotografiach, które robiłam w RAW podaję konkretne ustawienia. Znajdziecie też info o użytych propsach oraz krótki komentarz do każdego zdjęcia.
Aktywizowałam się na Instagramie w maju, więc większość faworytów to fotografie jesienno-zimowe, kiedy to już trochę więcej osób zaczęło obserwować moje poczynania, a co się z tym wiąże - częściej mnie lajkować. Mimo to podsumowanie #bestnine to dobry temat na to aby porozmawiać o kulinarnej fotografii. Zapraszam zatem serdecznie do mojego zestawienia TOP 9 2017.


Miejsce 9.



17 października 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm  
statyw

Stylizacja: jesienna
Plan: sypialnia
Obiekt: stolik nocny ze śniadaniem i kawą
Propsy: taboret Ikea, hortensje w szklanym wazonie (Ikea), natura: dynia ozdobna, suche liście, świeca, talerz gliniany, sweter,

Zdjęcie z cyklu fotografii w klimacie jesiennym, w naturalnym świetle dziennym. Na taborecie, który służy jako nocny stolik zaaranżowałam śniadanie z owsianką, kawą i ukochanymi hortensjami, które tak pięknie się wysuszyły zachowując swój kształt. To jedno z moich najbardziej ulubionych, zeszłorocznych zdjęć.


Miejsce 8.



1 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm 
statyw

Stylizacja: świąteczna
Plan: kuchenny parapet
Obiekt: kawa z mlekiem i muffin z żurawiną
Propsy: emaliowany kubek z czarnym półmatem do rysowania kredą, lampki ledowe na baterie (Netto), drewniany talerz H&M Home, drewniana deseczka Zara Home, kwiaty: gipsówka, ziarenka kardamonu

Idea tego kubka od razu mnie urzekła, więc postanowiłam go nabyć już w przedsprzedaży. Można po nim pisać kredą i wymazywać go do woli, a więc jest bardzo #instafriendly, bo może uzupełniać kompozycje na wiele sposobów, choć przyznaję, że do fotografii, takie ciemne obiekty na pierwszym planie bywają kłopotliwe do sfotografowania, ponieważ pochłaniają światło i tworzą mocne kontrasty.



Miejsce 7.



25 listopada 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm 
z ręki 

Stylizacja: jesienna
Miejsce: podłoga - flatlay
Obiekt: kawa z mlekiem i jaglanka z owocami,
Propsy: Kukbuk, filiżanka H&M Homesweter o grubym splocie wyszperany w szmateksie, notes, liście, kwiaty: gipsówka
Backdrop (tło): półka ze starej szafy

Kolejne zdjęcie w jesiennym klimacie, które opublikowałam na Instagramie poprzez aplikację Afterlight. Nałożyłam w niej filtr barwny i efekt tekstury. Zdjęcie robione z góry, niestety "z ręki", co zdradza brak ostrości.


Miejsce 6.



26 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm
ISO 640, f 2.2, 1/160"
statyw

Stylizacja: świąteczna
Plan: kuchenny taboret, okolice kuchennego okna balkonowego
Obiekt: kawa z mlekiem i świąteczny keks z bakaliami
Rekwizyty: filiżanka (H&M Home), talerzyk (Ikea), bombki szklane (Auchan), bombka papierowa (|H&M Home), szklana szkatułka (|H&M Home), Minimal Planer (Madama), notesy, marmurowa deska (TKMaxx), kwiaty: amarylis

To jedno z tych zdjęć, które po zrzuceniu na komputer nie wymaga żadnej ingerencji - perfekcyjnie doświetlone, idealny balans bieli. Wiem, że to nie tylko kwestia ustawień czy pory dnia i światła padającego z zewnątrz, tutaj istotne było też to, jakich elementów stylizacji użyłam. Zdjęcia w jasnej stylizacji generalnie dużo łatwiej wykonać poprawnie, ponieważ obiekty są doświetlane nie tylko blendami, ale także światłem naturalnie odbijającym się od jasnych teł, desek, filiżanek. Warto to mieć na uwadze, zwłaszcza jeśli fotografujemy mozolnie w klimacie darkmood (ciemne stylizacje) i zastanawiamy się, dlaczego tak ciężko trzeba się napracować, aby coś "wyszło" z ciemnych obiektów, teł i propsów :)


Miejsce 5.


3 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm
statyw

Stylizacja: świąteczna
Plan: kuchenny parapet
Obiekt: kanapki z dżemem porzeczkowym, espresso, dżem z czarnej porzeczki domowej roboty
Rekwizyty: biała taca (Netto), filiżanka ze spodkiem (Ikea), talerz (TKMaxx), różowa szmatka ze szmateksu, blaszany dzbanek (Ikea), biały lampion (Ikea), lampki LED na baterie (Netto), kwiaty: gipsówka.

Aparat, z którego korzystam jest wyposażony w opcję łączenia WI-FI, dzięki temu mogę robić sobie autoportrety mając podgląd w aplikacji na smartfonie. W podglądzie można sobie ustawić ostrość, albo tak jak tutaj - gdzie jedną rękę miałam zajętą, po prostu "wejść" w pole ostrości. To niesamowicie przydatna funkcja, którą ma już teraz większość aparatów cyfrowych dlatego warto się z nią zapoznać i zainstalować ją sobie.


Miejsce 4




21 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw 50mm
ISO 160, f 1.6, 1/125"
statyw

Stylizacja: świąteczna
Miejsce: kuchenny parapet
Obiekt: ręcznie zdobione pierniki, kawa
Rekwizyty: marmurowa deska (TKMaxx), papierowa bombka choinkowa (H&M Home), ozdobny spodek (H&M Home), szklana szkatułka (H&M Home), pistacjowy kubek (TKMaxx), lampki LED na baterie (Netto), jodłowy wieniec

Bardzo lubię fotografować na naszym kuchennym parapecie - okno wychodzi na zachód, więc cały dzień pada tam przyjemnie rozproszone światło. Dzięki temu czasem wystarczy położyć kubek z kawą i jakiś ciekawy przedmiot - piękna martwa natura gotowa. Z tego powodu w zasadzie nie składam statywu i jeśli chwila na to pozwala, patrzę na ten mały skrawek mojego świata przez obiektyw.

 

Miejsce 3.


19 grudnia 2017


Canon EOS 6D, obiektyw 50mm
ISO 640, f 2, 1/400"
z ręki

Stylizacja: świąteczna
Miejsce: salon
Obiekt: pierniczki
Propsy: biała taca (Netto), bawełniana ściereczka, papierowa bombka (H&M Home), lampki choinkowe LED (Netto), cynamon, orzechy, gałązki igliwia

To zdjęcie robione w przedświątecznym biegu, spontanicznie. Pierniki musiałam ułożyć na stole - dzieci bawiły się w najlepsze na podłodze i na widok słodkości w ich zasięgu mogłoby to się skończyć skonsumowaniem obiektu zdjęć :) Tak więc ujęcia robiłam "z ręki" stojąc na wysokim taborecie. Aby złapać ostrość z ręki ustawiłam krótszy czas naświetlania - było to problematyczne, ponieważ jednocześnie nie chciałam wchodzić na wysokie ISO. Do tego dochodziło słabe światło w salonie i brak możliwości na dłuższe kombinowanie - tak zwana praca w dużym stresie ;)) 
Tym bardziej miło, że to zdjęcie tak bardzo spodobało się odbiorcom na Instagramie, pewnie przez urok samych pierników, bo ja osobiście nie jestem zadowolona z jego walorów technicznych :)


Miejsce 2.



12 czerwca 2017

Samsung Galaxy S6 Edge
 
Miejsce: targowisko / na zewnątrz
Obiekt: koszyki z truskawkami

Absolutny hit tego zestawienia. Fotografia cyknięta smartfonem w czasie zakupów na targu, w celu zebrania informacji o cenach (niestety nie mam już oryginału a to jest kadr wykadrowanego już wcześniej w Instagramie foto). Wyprostowane w aplikacji, rozjaśnione, w zasadzie przefiltrowane tak bardzo, że nie wiele chyba zostało z oryginału. W ciągu kilku godzin uzyskało 900 polubień co przy ilości followersów na tamten czas (jakieś 300 osób) było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. I to jest cały paradoks Instagrama: jeśli ciekawy kadr trafi w obieg w odpowiednim czasie i z odpowiednimi hashtagami - wszystko jest możliwe :)



Miejsce 1.


14 grudnia 2017

Canon EOS 6D, obiektyw: 50mm
ISO 1250, f/2.2, 1/40"
statyw

Stylizacja: świąteczna
Plan: salon, biurko
Obiekt: kawa i owsianka z owocami
Rekwizyty: taca (Drewlandia), filiżanka (H&M Home), miska (Ikea), lampki choinkowe LED na baterie (Netto), czasopisma, książki, elektronika.

Popularność tego zdjęcia jest dla mnie także niespodzianką. Nie należy do moich najulubieńszych, ale jest powodem do prób rozgryzienia mechaniki Instagrama. Tego magicznego połączenia jakości zdjęcia, z jego opisem, hashtagami, oznaczeniami oraz czasem publikacji. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się zgłębić sekrety tego medium społecznościowego. 



Mam nadzieję, że ten artykuł był interesujący dla Was. Jeśli chcecie częściej artykuły nt fotografii kulinarnej i technikaliów stylizacji to dajcie mi znać w komentarzach :)

Jeśli chcesz częściej widzieć publikowane przez mnie treści zapraszam na mój profil na instagramie:
www.instagram.com/ulade.foodnotes






3 stycznia 2018

Kokosowo-orzechowa granola bez cukru






Mam parę postanowień noworocznych, między innymi takie, które będą miały wpływ na moje zdrowie. Jednym z nich jest to, by uporać się z pociążowym nadbagażem, bo po dwóch ciążach w przeciągu 3 lat zdecydowanie mój układ kostno-szkieletowy błaga o ulżenie mu z nadmiaru ;) Tak więc zaczynam ten rok m.in. z krytycznym spojrzeniem na cukier - mogłabym to nazwać Krytyczne Spojrzenie na Cukier vol.28, bo nie pierwszy raz w życiu dochodzę do wniosku, że ta biała trucizna znowu rozpanoszyła się mimochodem w moim codziennym menu.

Z tej okazji chciałabym rozpocząć nowy rok na blogu przepisem na moją ulubioną granolę bez cukru. Kokos i cynamon dodają jej naturalnej słodyczy, jeśli jednak z jakiegoś powodu chcecie ją bardziej osłodzić to użyjcie miodu albo jakiegoś syropu (daktylowego, ryżowego) byle nie glukozowo-cukrowego :DDD Jest pyszna, sycąca i z racji tego że bardzo esencjonalna - 2-3 łyżki zdecydowanie wystarczą do porannego jogurtu - jest także kaloryczna, dlatego dobrze ją trzymać w solidnie zamykanym słoiku ;)


Kokosowo-orzechowa granola bez cukru

 

  • 3 szklanki płatków kokosowych (nie wiórków) 
  • 2 szklanki płatków owsianych górskich
  • 2 szklanki orzechów i nasion (pestki dyni, orzechy laskowe, pekan, włoskie, nerkowce)
  • 2 łyżki nasion chia
  • 4 łyżki oleju kokosowego extra virgin
  • opcjonalnie 1-2 łyżki płynnego słodzidła (syrop daktylowy, ryżowy, miód)

oraz: piekarnik, duża blacha, papier do pieczenia, miska, drewniana łyżka, duży słoik

  1. Piekarnik nagrzewamy do 140 st. C góra-dół bez termoobiegu. Płatki, nasiona, orzechy i chia mieszamy w misce, dodajemy płynny olej kokosowy i delikatnie wcieramy w mieszaninę tak aby za bardzo nie rozkruszyć płatków kokosowych.
  2. Rozkładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w miarę możliwości jak najcieńszą warstwę. Ew. polewamy równomiernie cieniutką strużką płynnego miody/syropu.
  3. Pieczemy 15 minut, po tym czasie mieszamy delikatnie drewnianą łopatką i pieczemy jeszcze 10 minut lub do czasu aż płatki kokosowe będą lekko zrumienione.
  4. Przekładamy do szczelnie zamykanego słoika.
  5. Osoby na diecie uprzedzam, ze ta granola mimo tego, że zdrowa i niskowęglowodanowa to jest bardzo kaloryczna ze względu na tłuszcz z orzechów i nasion więc polecam dodać jej 2-3 łyżki do jogurtu i uzupełnić owocami sezonowymi (u mnie kawałek jabłka i żurawina mrożona).





6 grudnia 2017

Babka Mateczki










































Wracam dziś do przepisu na moje pierwsze samodzielnie upieczone ciasto, którego uczyłam się od Mamy, kiedy jeszcze byłam tak mała, że musiałam stawać na taborecie, aby pracować przy kuchennym blacie. Ciasto, które Mama piekła na każde święta (na Boże Narodzenie dodatkowo w formie baranka), a także na sobotnie popołudnia, kiedy wpadali do nas niezapowiedziani goście. Moze część z Was pamięta, że 2 lata temu zamieszczałam go tutaj na blogu. To prawda, ale przy przenosinach bloga jakiś czas temu kilkanaście wpisów przepadło, między innymi ten dla mnie najbliższy, najważniejszy, jak się okazuje, bezcenny.

Kiedy myślę o Babce Mateczki słyszę głośne warczenie białego miksera marki zelmer, czuję zapach masła rozpuszczonego w rondelku (czasami po cichu liczyłam na to, że się przypali, bo uwielbiałam zapach spalonego masła), czuję smak jajek ubitych z cukrem, które podjadałam palcem z miski. Widzę dłonie mojej Mamy, smukłe, o ładnych, zadbanych paznokciach w naturalnym kolorze, widzę jak smaruje tłuszczem foremkę na babkę (tę samą od lat, nadal w niej pieczemy), wysypuje ją tartą bułką, a potem wlewa ciasto, które układa się w blaszce aksamitnymi wstęgami. Przy kolejnych wspólnych wypiekach dostawałam zadania: począwszy od smarowania masłem blaszki i wysypywania okruchami bułki, poprzez wybijanie jajek do miski, aż po czeladniczy stopień operatora miksera - pamiętam, że czułam się wtedy już bardzo dorosła. Później często sama już robiłam Babkę Mateczki, jedynie zapalenie gazu w piekarniku pozostawało w gestii Mamy. Kiedy nauczyłam się w końcu piec je bez pomocy Mamy wtedy razem z koleżanką próbowałyśmy stworzyć je samodzielnie u niej w kuchni, miksując ciasto w maszynce do lodów. Niesamowite jest to, że zawsze wychodziło.

W zeszłym tygodniu miałam niezwykłą okazję opowiedzieć w Teleexpresie Extra o mojej pasji do fotografii kulinarnej i przepisów z zeszytów mojej Mamy i Babci. Mimo, że skupiona byłam na tym aby wszystko dobrze wyszło, to kiedy wróciłam do domu poczułam ogromną nostalgię i tęsknotę. Moja Mama odeszła ponad miesiąc temu. Jestem w żałobie jeszcze, pomyślałam, ale wiem, że niezależnie od upływu czasu smak tego prostego ciasta już zawsze będzie tak na mnie działał, będzie pachniał domem, w którym Ona opiekowała się nami.

To będą pierwsze święta bez Niej, a każde najmniejsze wspomnienie staje się takie bezcenne i wyjątkowe. Czas Adwentu jakby cofał mnie wstecz, do dzieciństwa. Zrozumiałam, że wtedy nie chodziło tylko o to, żeby być obdarowanym, aby mieć więcej prezentów, albo wszystko czego się tylko zechce. Radość była w obdarowywaniu, układaniu po cichu tych skromnych prezentów przy łóżku, wkładaniu pomarańczy do torebek, w robieniu lampionów na roraty i szykowaniu domu na święta. Moja Mama uwielbiała obdarowywać. A ponad wszystko kochała być Mamą. Jestem tego pewna. Przypomniałam sobie dzisiaj jak jeszcze parę lat temu rozmawiałyśmy o zasadności tego, że Ona nadal kupuje nam prezenty na Mikołaja (swoim zięciom też):
"Ja: Mamo, nie zawracaj sobie głowy prezentami dla nas na Mikołaja, przecież już nie jesteśmy dziećmi.
Mama: Ulczik, jesteś dorosła ale nie przestałaś przecież być moim dzieckiem i będziesz nim zawsze."







 


Babka Mateczki

Składniki:

  • 4 duże jajka (lub 5 małych) 
  • 1 szklanka cukru
  • łyżeczka esencji waniliowej lub cukier waniliowy
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 250g masła
  • opcjonalnie: 1 cytryna 
  •  bułka tarta do wysypania formy 
Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.
Masło rozpuszczamy w garnuszku.
Mąki i proszek do pieczenia mieszamy w osobnej misce.
Cukier ubijamy z jajkami na dużych obrotach tak długo, aż powstanie puszysta, jasna masa, dodajemy esencję waniliową (lub cukier waniliowy).
Wsypujemy suche składniki do ubitych jajek, miksujemy szybko. Wlewamy rozpuszczone masło (może być ciepłe) i jeszcze raz mieszamy, ewentualnie dodajemy sok i skórkę z cytryny.
Przelewamy do formy, pieczemy 45-50 minut do tzw. suchego patyczka.
Po upieczeniu wyjmujemy delikatnie z formy i studzimy na kratce.
Tę babkę można przechowywać w suchym miejscu nawet do dwóch tygodni.








1 grudnia 2017

Pomarańczowe muffiny z żurawiną



Dla mnie zima jest wtedy, gdy spadnie ten pierwszy śnieg i wbije w zadziwienie tych, co kładli się spać w szarym mieście, a wstają pośród domów i drzew obsypanych śniegowym pudrem. Właśnie pada, od kilku dni biel próbuje zawładnąć krajobrazem.

Zima jest też wtedy, kiedy pomarańcze ze sponiewieranych daleką podróżą wiórowatych i gąbczastych piłek zamieniają się w słodkie kule, ciężkie od nadmiaru soku.

Już są, leżą w skrzynkach, na targowiskach; biały, zimny śnieg pada na ich jaskrawopomarańczowe, miłe w dotyku skórki, aż dziw bierze skąd one się tutaj wzięły, małe słońca w środku burej, miejskiej zimy. Przypominają mi święta, dziecięce marzenia, bo kiedy dostawałyśmy z moją siostrą prezenty mikołajkowe, moja Mama zawsze układała je pośród pomarańczy. Kiedy dom jeszcze spał my odpakowywałyśmy lalki, książeczki, nowe kredki i ubranka. Siedząc w łóżkach oglądałyśmy prezenty i obierałyśmy soczyste pomarańcze, ręce wycierając w piżamy.

Zimowe kontrasty niosą w sobie ukojenie. Gorąca herbata najlepiej smakuje w chłodne dni, rozgrzewające korzenne potrawy wtedy, gdy pożywienie staje się jałowe i skromne, a pomarańcze najlepiej smakują zimą. Dzisiaj więc zapraszam Was na pomarańczowe muffiny z żurawiną i kardamonem. 



Pomarańczowe muffiny z żurawiną i kardamonem

Składniki na 12 porcji
  • 2 pomarańcze
  • 2 duże garści świeżej lub mrożonej żurawiny
  • 1 jajko
  • 100gram masła
  • szczypta soli
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • pół łyżeczki zmielonych nasion kardamonu
  • 1 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki cukru (ja użyłam ksylitolu)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej

Piekarnik nagrzać do 200st. 
Jedną pomarańczę obrać ze skórki i ostrym nożem powykrawać cząstki pozbawione błon, ew. sok przelać do miski. Drugą pomarańczę wycisnąć. Zblendować cząstki owocu i sok na gładko. Dodać rozpuszczone masło, wymieszać, a następnie dodać jajko, wszystko zmiksować. 
Suche składniki wymieszać w osobnej misce, a następnie szybko połączyć z mokrymi. Dorzucić żurawinę i lekko przemieszać łyżką. Napełnić foremki na muffiny i piec 20 minut.



15 października 2017

Jesienna tarta w stylu amerykańskim



Trudno już dostać takie węgierki, jakie rosły w sadzie mojej prababci: ciężko odchodzące od pestki małe, czarne śliweczki, o miąższu złotym i słodkim jak miód oraz skórce gorzkiej, ale łatwej do ściągnięcia z owocu. Powyginane, stare drzewka, na których rosły miały wysokie i chude pnie oraz gąszcz cieniutkich i gęstych gałązek, które łatwo się łamały. Chodziłam wokoło tych drzew, jako mała dziewczynka, gałązki chrupały pod stopami, a ja szukałam tylko tych śliwek, które srebrzyły się wśród trawy - im bardziej srebrzyste tym większe prawdopodobieństwo, że dopiero spadły z gałęzi i że są świeże i soczyste w środku. Kiedy je jadłam czułam nie tylko ich smak, ale też przydymiony aromat powietrza: butwiejących liści, pierwszych dymów z komina (wtedy jeszcze chyba nikt nie palił plastikiem...) i jesiennych, suchych traw.





Nie potrafię teraz znaleźć identycznych śliwek, jak te prababci, choć jeśli się postarać, można znaleźć dobre węgierki: drobne, z pomarszczonym brzuszkiem i srebrzystą skórką. Udało mi się takie dostać na straganie, więc postanowiłam nawiązać do tamtych wspomnień. Do śliwek dodałam korzenne przyprawy, które kojarzą mi się z pachnącym jesiennym powietrzem tamtych lat, którego na próżno teraz szukać w moim mieście. Ciasto na tartę z zachowanymi dzięki chłodzeniu grudkami tłuszczu po upieczeniu listkuje, chrupiąc w ustach i uwalniając aromat masła.

Mimo, że nie jest to najprostszy przepis, warto poświęcić jakieś powolne sobotnie przedpołudnie na to, aby pośród tych prostych czynności powspominać lato i te dobre chwile, które minęły.Przygotowałam go na konkurs kulinarny Hendi "Dobrze przyprawiony przepis godny Mistrza", bo uważam, że śliwki doskonale komponują się z korzennymi przyprawami, tworząc wyjątkowe, jesienne połączenie.


https://www.hendi.pl/konkurs.html




Jesienna tarta w stylu amerykańskim 


Ciasto kruche:
  • 2,5 szklanki mąki pszennej
  • 200g zimnego masła
  • 4 łyżeczki cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 jajko
  • 1 łyżka lodowatej wody

Nadzienie:
  • 3 twarde i kwaskowate jabłka
  • 500g śliwek węgierek
  • 2 łyżki masła
  • 4 łyżki cukru
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżeczka cynamonu
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1 strąk kardamonu
  • 2 goździki
  • 3 ziarenka pieprzu
  • 1 łyżeczka świeżo tartego imbiru

Mąkę, cukier, sól mieszamy w dużej misce. Dodajemy masło pokrojone w kostkę i rozcieramy z mąką opuszkami palców (można to zrobić w malakserze w trybie pulsacyjnym). Ciasto powinno przypominać okruchy chleba. Jeśli grudki masła są bardzo miękkie miskę trzeba włożyć do lodówki na 10 minut aby się schłodziły. Dodajemy rozbełtane jajko i łyżkę lodowatej wody. Szybko zagniatamy ciasto w kulę, formujemy dysk i owinięte w folie spożywczą wkładamy do lodówki na 1 godzinę.

W międzyczasie przygotowujemy nadzienie; wszystkie przyprawy ucieramy w moździerzu. Jabłka obieramy ze skórki i kroimy w kostkę, śliwki pestkujemy i kroimy na niewielkie kawałki. Owoce mieszamy delikatnie z sokiem z cytryny i cukrem. W dużym rondlu rozpuszczamy masło i wrzucamy owoce, podgrzewamy, aż owoce puszczą większość soku (około 8 minut). Zdejmujemy rondel z ognia i odcedzamy na sicie zachowując soki (!). Następnie redukujemy na średnim ogniu odcedzony sok z owoców, aż powstanie syrop. Owoce, syrop i przyprawy mieszamy w misce i odstawiamy aby przestygły.

Wyjmujemy ciasto z lodówki i dzielimy na dwie części. Jedną odkładamy spowrotem do lodówki, z drugiej wałkujemy okrąg na tyle duży, aby dało się nim wyłożyć talerz do zapiekania i jego boki i aby ciasto jeszcze wystawało poza brzegi talerza ok. 1-2 cm. Rozwałkowany okrąg wkładamy między dwa kawałki papieru do pieczenia i chłodzimy w lodówce przez min. 10 minut. Następnie wykładamy ciastem wysmarowany masłem talerz lub formę i wstawiamy do lodówki.

Rozgrzewamy piekarnik do 190 st.C. Z lodówki wyciągamy drugą połowę ciasta i wałkujemy z niej okrąg o średnicy dna talerza + 2 cm. Wkładamy rozwałkowany okrąg między papier do pieczenia i schładzamy 10 minut.

Wyciągamy formę wyłożoną ciastem i napełniamy ją schłodzonym nadzieniem formując na środku kopczyk. Wyciągamy z lodówki rozwałkowany wierzch ciasta: można nim nakryć nadzienie w całości i wyciąć tylko otwory wentylacyjne na górze, bądź pokroić na paski i zrobić gęstą kratkę (ja wybrałam tym razem drugą wersję). Zwisające poza ranty formy ciasto zawijamy do góry łącząc z wierzchem tarty i zaciskając formujemy ozdobny rant. Smarujemy wierzch rozbełtanym jajkiem i posypujemy cukrem.

Ostatni raz chłodzimy tartę przez 10 minut, a następnie wkładamy do rozgrzanego pieca i pieczemy 50 minut. Przed podaniem tarta musi dobrze ostygnąć, co jest chyba najtrudniejszym zadaniem :)